O mariologii z ewangelickiego punktu widzenia

Moderator: Redaktorzy

Awatar użytkownika
Chrupek
Sułtanka
Sułtanka
Posty: 256
Rejestracja: 12 sty 2016, 20:31
Lokalizacja: Zainteresowania: filozofia, teologia, historia myśli politycznej, historia idei etycznych
Podziękował: 23 razy
Podziękowano: 100 razy

O mariologii z ewangelickiego punktu widzenia

Postautor: Chrupek » 10 sie 2018, 22:51

Obrazek


Mariologia jest jedną z tych dyscyplin teologicznych, które najbardziej dzielą chrześcijan. Linie podziału odzwierciedlają nie tylko stosunek poszczególnych tradycji teologicznych do Marii, lecz ukazują także powiązanie treści mariologicznych z innymi elementami teologicznych dociekań.
Poniższy tekst opiera się na przekonaniu, że mariologiczne porozumienie między chrześcijanami tradycji rzymskokatolickiej i ewangelickiej możliwe jest tylko w bardzo ograniczonym wymiarze. Powyższe wynika m.in.: z innego języka teologicznego, kształtowanej przez wieki duchowości, a także pewnych uprzedzeń, które mimo wielu wysiłków ekumenicznych nadal powodują liczne nieporozumienia, prowadzące z kolei do wielu, niechcianych antagonizmów. Rozmowa o mariologii jest konieczna i to nie tylko z powodu eksponowanego kultu maryjnego w Kościele Rzymskokatolickim, lecz także ze wzgląd na wierność wobec własnej tradycji.

Nazbyt często osoba Marii była instrumentem walki między chrześcijanami różnych wyznań. W procesie konfesjonalizacji, krystalizowania się odmiennych tradycji dogmatycznych w łonie chrześcijaństwa zachodniego dochodziło do nagminnych uproszczeń, które skutkowały radykalizacją nastrojów i zaniknięciem jakiejkolwiek gotowości do dialogu, polegającego choćby na rzetelnym wyjaśnieniu jak jedna „strona” rozumie treści głoszone przez drugą „stronę” i vice versa. Brak komunikacji czy mniej lub bardziej ukrywana niechęć do teologicznego zbliżenia karmiły się nie tylko roboczymi hipotezami na użytek nadgorliwych zapaleńców po obu stronach ekumenicznego muru, lecz wspomagały proces kolektywnego poróżnienia wśród „prostego ludu”. Identyfikacja wyznaniowa zaczęła przybierać formę antagonistyczną, która do dziś daje się we znaki, szczególnie w tych krajach, w których zauważalna jest wyraźna dominacja jednego wyznania – np. w Polsce.

Dla rzymskich katolików Maria była (a może nadal jest?) ikoną ich prawowierności w walce z heretyckimi protestantami. Na przykład w encyklice Ad diem illum laetissimum papieża Piusa X z 2. lutego 1904 roku Maria jest tą, która przezwycięża wszelkie herezje. Z kolei dla wielu protestantów kult maryjny był najlepszym dowodem na to, że Kościół Rzymski jest apokaliptycznym Antychrystem, który dał się zwieść ludzkim nauczaniem. Kiedy mówimy o dialogu zakładamy, iż będzie się on odbywać w atmosferze wzajemnego, głębokiego poszanowania. Jednocześnie dialog, jeśli ma on być autentyczny, oznaczać musi rezygnację z obojętności, powierzchownej tolerancji na rzecz pełnej gotowości poznania tego, co odmienne, przy jednoczesnym niezamykaniu się na nowe refleksje, także w stosunku do własnej tradycji.

Temu wszystkiemu towarzyszyć powinna nie tylko zwykłe zrozumienie, ale i wrażliwość ekumeniczna, która będzie miała odwagę ukazania tego, co łączy oraz tego, co absolutnie dzieli. Innymi słowy potrzebna jest „nowa tolerancja”, która będzie oznaczać poszerzenie granic, przede wszystkim granic języka. Celem takiego dialogu nie jest wypracowanie kompromisu w postaci formułki, którą będzie można następnie celebrować, lecz spisanie solidnego „protokołu różnic”, umożliwiając odpowiedzialną dyskusję i autentyczną refleksję nad samym sobą.

Mariologiczne pytania rzymskich katolików pod adresem ewangelików w ramach takiego właśnie dialogu mogą okazać się niezwykle pomocne dla lepszego zrozumienia ewangelickiej metodologii w analizowaniu problemów teologicznych. Jeśli więc mówimy o nowej tolerancji i podkreślamy wrażliwość ekumeniczną, to czy słuszne jest zabranianie, a w najlepszym wypadku, deprecjonowanie kultu Marii jako wyrazu dziękczynienia za bezgraniczną dobroć i zwrócenie się Boga do człowieka? Czy prawda inkarnacji Syna Bożego w osobie Miriam nie wymaga ze strony ewangelickiej stanowczego złagodzenia tonu wobec rzymskokatolickich dogmatów, które, jak przekonują sami katolicy, formułowane są dla większej czci Chrystusa? Czy ewangelickie zastrzeżenia wobec dwóch ostatnich dogmatów mariologicznych nie są odziedziczoną hipoteką po antyekumenicznym okresie fundamentalnych nieporozumień?

Theotokos

W skład luterańskich ksiąg wyznaniowych wchodzą trzy starokościelne wyznania wiary. Umieszczenie ich na początku korpusu doktrynalnego zborów ewangelickich było celowym zabiegiem reformatorów, który chcieli w ten sposób podkreślić, że nauka, jaką głoszą nie jest niczym nowym, spiskowym wynalazkiem teologów przeciwko komukolwiek, ale wyrazem jedynej, świętej, katolickiej (powszechnej) i apostolskiej prawdy. Wynika z tego podkreślane przekonanie Kościołów ewangelickich, że ich historia nie zaczęła się wraz z wystąpieniem ks. dr. Marcina Lutra, lecz że stoją one w nieprzerwanej sukcesji wiary, tego, co zawsze, wszędzie i przez wszystkich było zwiastowane.

Takie rozumienie sukcesji wiary, które odnajdujemy m.in. w Konfesji Augsburskiej (1530) jest fundamentem ewangelickiego rozumienia sukcesji apostolskiej w ogóle. Temat ten jest podstawową przeszkodą w nawiązaniu interkomunii między Kościołami ewangelickimi a wspólnotą rzymskokatolicką. Podkreślając znaczenie starochrześcijańskich symboli wiary reformatorzy (zarówno Luter, Kalwin i Zwingli) nie wnosili żadnych zastrzeżeń do wynikających z nich wypowiedzi mariologicznych.

Ogłoszona przez trzeci Sobór Powszechny w Efezie (431 r.) formuła Theotokos [Matka Boża], będąca chrystologiczną definicją tajemnicy wcielenia, bez jakichkolwiek zmian używana jest przez Reformatorów. Pojęcie Theotokos było znane na długo przed soborem w Efezie. Spotykamy go już w aktach synodu antiocheńskiego z 324/5 roku, wspomnianych w liście patriarchy Aleksandra z Aleksandrii skierowanym do patriarchy Aleksandra w Tessalonikach. Także św. Grzegorz z Nazjanzu mówi o Theotokos w drugim Liście do Kledoniusza. Termin Theotokos z 431 roku, tzw. Symbol Efeski z 433 roku wraz ze słynnym listem biskupa rzymskiego Leona Wielkiego do patriarchy Konstantynopola Flawiana (tzw. Tomus Leonis) były podstawą dla chalcedońskiej nauki o dwóch naturach w Jezusie Chrystusie. Narodzony z Bogurodzicy Zbawiciel świata jest prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem (vere homo, vere deus). Tę wiarę przejęli także reformatorzy.

Dla Marcina Lutra dogmat chalcedoński oraz obecna w refleksji ewangelickiej prawda o communicatio idiomatum [współ-orzekanie przymiotów], formuła, jaką posługiwał się Meliton z Sardes dla opisania przenikania się natur w Chrystusie (perychoreza), była podstawą refleksji chrystologicznej. Bez dogmatu chalcedońskiego Lutrowa mowa o krzyżu nie miałaby większego sensu i to właśnie w duchu ortodoksyjnej chrystologii Luter opierał swoją argumentację w sporze o cielesną obecność Chrystusa w Wieczerzy Świętej ze szwajcarskimi reformatorami.

Tak więc prawda o Theotokos jest tym, co łączy Kościoły chrześcijańskie w mówieniu o Matce Jezusa Chrystusa. Problemy zaczynają się, kiedy mówienie o Marii opuszcza bezwzględną przestrzeń Nowego Testamentu i właściwej treści dogmatu efeskiego, ulegając teologicznej obróbce.

Teologiczna analogia i problem eklezjologiczny

Początki mariologii w chrześcijaństwie wiążą się z osobą Ireneusza z Lyonu. To on jako pierwszy porównał w swoim dziele Adversus... Marię do Ewy. Zdanie to opierało się na prostej analogii: tak jak przez Adama świat pogrążył się w grzechu, a w Chrystusie, jako Nowym Adamie doświadczył odkupienia, tak Ewa jest ikoną upadłego człowieka, a Maria jest pierwowzorem nowego, odkupionego człowieka, jest pierwszą chrześcijanką. Metoda analogii odnajdowała swoje zastosowanie także w innym schemacie: tak jak starotestamentowy Abraham jest ojcem wiary, tak Maria jej eschatologicznym wypełnieniem.

Coraz mocniejsze identyfikowanie Marii z całym ludem odkupionym doprowadziło w rezultacie do postrzegania Marii jako symbolu całego Kościoła. Mówi też o tym posoborowa konstytucja o Kościele Lumen Gentium. Teologia rzymskokatolicka argumentuje, że to, co Bóg zaplanował dla każdej i każdego z nas, to urzeczywistnił już w osobie Marii, która jest realnym urzeczywistnieniem Bożego zbawienia już teraz w uwielbionej communio w Królestwie Ojca, u którego wstawia się za żyjącymi. Innymi słowy Maria jest eschatologiczną antycypacją ludzkiej pielgrzymki. Utożsamienie Marii z Kościołem było więc logiczną konsekwencją powyższego przekonania: jeśli Kościół to Lud pielgrzymujący w wierze, to Maria jest obrazem Kościoła, ponieważ na niej wypełnił się Boży zamysł.

W eucharystycznej encyklice Mirae Caritatis z 1891 roku papież Leon XIII pisze, że Syn Boży nie chciał się jednoczyć z ludzką naturą bez jej dobrowolnej zgody. Tę dobrowolną zgodę wyraziła w imieniu całej ludzkości Maria, działając w imieniu całego Kościoła. Maria jest nie tylko ikoną Kościoła, ale i doskonałą syntezą natury i łaski, problemu, który do dziś dzieli Kościoły ewangelickie z Kościołem rzymskokatolickim, a także prawosławnym.

Soteriologiczną rolę Marii podkreśla również słynna encyklika Mystici Corporis napisana przez jezuitę Sebastiana Trompa, a firmowana przez Piusa XII. W encyklice tej Maria składa Bogu ofiarę ze swojego Syna podobnie jak Kościół w Eucharystii w sposób bezkrwawy urzeczywistnia ofiarę Chrystusa na ołtarzu. Maria znowu występuje w imieniu całego Kościoła. Jest to znany tradycji motyw, według którego Maria przed Bożym tronem łagodzi Boży gniew. Pojawia się tutaj następna analogia: Boga Ojca i Chrystusa jako surowego sędziego (wizja wzmocniona przez dualistyczną eschatologię św. Augustyna) oraz dobrotliwej, wyrozumiałej Marii, która wyjednuje u Syna łaski dla tych, którzy proszą o pośrednictwo. Tak więc w myśl tej zasady nikt nie przychodzi do Chrystusa jak tylko przez Marię (nisi per Mariam), a ponieważ Maria jest personifikacją Kościoła, to powyższą wypowiedź można odnieść do rzymskokatolickiej eklezjologii: nikt nie przychodzi do Chrystusa jak tylko przez Kościół Rzymski.

Niemiecki teolog ewangelicki Gerhard Ebeling stwierdza, że mariologia staje się właściwą podstawą eklezjologii: „W Marii sam Kościół staje się corredemptrix [współodkupicielem]. W Marii wielbiony jest Kościół. Kult maryjny pozwala na wyrwanie Kościoła ze statusu miejsca kultu, a uczynieniem z niego przedmiotu kultu i to bez wyrazistego przedstawienia tych zależności (...) Poprzez Marię Kościół jest eschatologicznie wypełniony.”

Ebeling odnosi się w swojej wypowiedzi do krytykowanego przez teologów ewangelickich dogmatu o Wniebowzięciu Marii Panny. Poprzez zdogmatyzowanie tego teologumenu i stwierdzenie, że jest on konieczny do zbawienia Kościół Rzymskokatolicki nie tylko powiedział coś, co dotyczy Marii jako zapowiedzi zbawienia wszystkich wierzących przez zmartwychwstałego Chrystusa, lecz niejako przebóstwił sam siebie, przesuwając fenomen Kościoła w wymiar nieczytelnego mistycyzmu. Dla strony ewangelickiej takie ujęcie Wniebowzięcia jest niedopuszczalne, a przede wszystkim niezrozumiałe, choćby dlatego, że niejasne staje się rozumienie Kościoła.

W tym kontekście Kościół jawi się jako coś wyobcowanego, postawionego niejako wobec grzeszników, co w świetle ewangelickiego zwiastowania o Kościele jako o wspólnocie świętych grzeszników, pośród których zwiastowane jest Słowo oraz sakramenty, jest nie do zaakceptowania. Innymi słowy mariologia spełnia ważną funkcję eklezjologiczną, jest „punktem przecięcia się wszystkich linii katolickiego dogmatu (...) Dogmat mariologiczny oznacza zatem dogmatyzację podstawowych struktur katolicyzmu” zauważa ks. prof. Gerhard Ebeling.

Oczywiście dla teologii ewangelickiej zrozumiała jest „metoda warsztatu teologicznego” w Kościele Rzymskim. O ile teologia ewangelicka musi odczytywać swoje nauczanie w świetle żywego Słowa, zawartego w Piśmie Św. jako ilustracji prawdziwej tradycji apostolskiej, o tyle rzymskokatolicka droga od tekstu Pisma Św. do dogmatycznego sformułowania nie musi przestrzegać zasad logiki formalnej, ale musi uwzględniać tzw. zmysł wiary Ludu Bożego, w którym zawiera się nie tylko duchowość, ale i dotychczasowa tradycja Kościoła, w tym decyzje Urzędu Nauczycielskiego. [3]

Omawiana już eklezjologiczna identyfikacja Marii z Kościołem znajduje swój wyraz nie tylko w dogmacie o Wniebowzięciu z 1950 roku, lecz w o wiele bardziej kontrowersyjnym dla protestantów dogmacie o Niepokalanym Poczęciu NMP z 1854 roku, w którym Kościół Rzymskokatolicki wyznaje, że Maria od zarania swojego życia była uwolniona od grzechu pierworodnego. Tym samym Kościół Rzymski podkreśla odwieczną predestynację Marii do zbawienia. O ile Chrystus z natury był bez grzechu, o tyle bezgrzeszność Marii jest przywilejem, podarowanym jej przez Boga – tak również teologowie rzymskokatoliccy argumentują chrystologiczny charakter tego dogmatu, który, co jest ciekawostką, po raz pierwszy głoszony był przez pelagian.

Teologia rzymskokatolicka podkreśla, że w wolności Marii od grzechu pierworodnego podkreślony jest prymat Bożej łaski nad ludzką winą i dlatego też Maria jest reprezentatywna dla Kościoła jako całości, jako jego pierwowzór i fundament nadziei. Tak jak Maria uchroniona została od grzechu, od zakłamania i nieprawdy, tak Kościół Rzymski w swojej mistycznej postaci uchroniony jest od pomyłek – według zasady: może się mylić biskup (ale nie rzymski, jeśli mówi ex cathedra), wszyscy kardynałowie, ale Kościół jako całość nigdy. Tak więc również i dogmat o Niepokalanym Poczęciu NMP posiada ważny wątek eklezjalny.

Z perspektywy ewangelickiej obydwa dogmaty stanowią zasadniczą trudność w dialogu ekumenicznym. Powodem tego jest m.in. eklezjologiczna logika, stojąca za tymi dogmatami, zasadność ich ogłoszenia (brak uzasadnienia w Piśmie Św., a także w najstarszej tradycji kościelnej) oraz brak zgodności z ewangelickim rozumieniem usprawiedliwienia, które leży u podstaw jakiejkolwiek refleksji teologicznej, także tej o Kościele.

Jeśli dogmat o Niepokalanym Poczęciu NMP mówi, że Maria była od chwili poczęcia bez grzechu, to powstaje zasadnicze zastrzeżenie: czy Maria potrzebowała zbawienia? W duchu Dunsa Szkota teologia rzymskokatolicka odpowiada, że Maria potrzebowała Chrystusa jako Zbawiciela bardziej niż jakikolwiek człowiek, ponieważ potrzebowała cierpień Chrystusa nie z powodu swojego grzechu, lecz z powodu grzechu, który by w niej był, gdyby Syn nie uchronił jej od tego grzechu. Oczywiście jest to argumentacja charakterystyczna dla teologii scholastycznej i bardzo, mówiąc delikatnie, spekulatywna, ale rzuca światło na temat hamartiologicznego elementu w rzymskokatolickim uzasadnieniu dogmatu o Niepokalanym Poczęciu NMP.

W myśl teologii ewangelickiej grzech jest przypadłością wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej (por. Rz 3,22-23). Grzech jest związkiem winy, jest nieustannym sprzeciwem człowieka wobec Boga, jest ludzką hybris, jest grzesznym pragnieniem, ażeby Bóg nie był Bogiem. Także i Maria jako grzeszny człowiek potrzebowała zbawienia i odpuszczenia grzechów, i wyrywanie jej z właściwego wszystkim ludziom związku winy (a więc ontycznej grzeszności), byłoby jednocześnie wyrwaniem jej z prawdziwego człowieczeństwa i zakamuflowana próbą zaciemniana prawdy o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę. Jeśli Maria miałaby być wolna od grzechu, a był przecież tylko jeden Człowiek podobny nam z wyjątkiem grzechu, to niemożliwe byłoby postrzeganie Marii jako świadka wiary, jako naszej Siostry w wierze. Maria stałaby się istotą mityczną, zawieszoną między niebem a ziemią.

Lęk przed widzeniem Chrystusa w łonie grzesznej Marii jest dla teologii ewangelickiej niezrozumiały. Właśnie mimo i z powodu grzechu Chrystus w pełni identyfikuje się z człowiekiem, więcej, bierze grzech na siebie, nie jest zatroskanym o swoją sterylną świętość bożkiem, który jest człowiekiem tylko na niby. Ks. dr Marcin Luter powiada nawet w komentarzu do Listu do Galacjan, że Chrystus jest największym grzesznikiem jakiego znała ludzkość, bowiem wziął na siebie, więcej, utożsamił się z naszym grzechem, naszymi wątpliwościami, niewiarą i nieposłuszeństwem, zamieniając je na zaufanie i pokorę.

W Ewangelii Łukasza pod natchnieniem Ducha Św. Matka naszego Pana wyśpiewuje słynną pieśń pochwalną, wołając, że Bóg „wejrzał na uniżoność służebnicy swojej.” (Łk 1,48). O ile tradycja rzymskokatolicka interpretuje owo uniżenie (humilitas) jako cnotę, wyraz wolnej woli Marii we współdziałaniu z łaską (synergizm), o tyle teologia ewangelicka widzi w owej uniżoności nie cnotę, a ilustrację pokornej grzesznicy wobec Stwórcy. W komentarzu do Magnificatu ks. dr Marcin Luter sprzeciwia się rozumieniu humilitas jako cnoty i tłumaczy to pojęcie poprzez Nichtigkeit (nicość), sugerujący wewnętrzną uniżoność Marii, która nie miała nic do zaoferowania, a Bóg bez jej zasługi uczynił ją swoim narzędziem. Stąd Luter pełen pietyzmu dla Matki Bożej mówi o niej jako o fabrica dei. Podsumowując można powiedzieć, że dla teologii ewangelickiej jakiekolwiek oddzielanie Marii od ludu, do którego sama należała, jest niedopuszczalne, bowiem zaciemnia uniwersalny charakter Golgoty dla wszystkich grzeszników.

Oczywiście także ewangelicy mogą mówić, że na Marii w sposób najdoskonalszy Bóg objawił dzieło usprawiedliwienia tylko z łaski przez wiarę, jednakże to nie uzasadnia relatywizowania prawdy o grzechu, właściwego każdemu człowiekowi. Teologia ewangelicka nie neguje także tego, że Maria należy do społeczności zbawionych w Królestwie Ojca, jednakże sprzeczne z Ewangelią jest wyrywanie Marii ze społeczności Kościoła na ziemi, z którym razem pielgrzymowała. Maria poprzez swoją szczególną przynależność do Kościoła, jako ta przepełniona Duchem Św. (pneumatofora) jest o tyle naszą Siostrą w wierze, o ile znajduje się z nami w tej samej nadziei na zbawienie wszystkich ludzi. Jej pośrednictwo, a także pojawiająca się myśl o Marii jako Współodkupicielce jest zaciemnianiem wydarzenia Wielkiego Piątku i Poranka Wielkanocnego.

Maria stojąca pod krzyżem z czwartej ewangelii jest ilustracją nas, którzy też stoimy pod krzyżem i z wierzącą niewiarą gorszymy się zhańbionym Zbawicielem. Tak jak Maria wątpiła tak i my wątpimy, stąd możemy się z nią utożsamiać i w Niej odnajdywać przykład pokory. Słynne fiat Marii jest decyzją wiary opartej na zwiastowanym słowie i również w tym aspekcie Maria uczy nas prawdziwego zaufania, oddania się Bogu, cichości serca.

Teologia ewangelicka nie może zgodzić się na choćby najmniejszą próbę tworzenia autonomicznej, boskiej, a przynoszącej lub pośredniczącej zbawienie funkcję Marii. Oddzielanie Marii od Syna, co ma miejsce szczególnie w pobożności ludowej, oznacza zasłonięcie Chrystusa, a właśnie w tym kierunku idą w rozumieniu ewangelickim dogmaty o Wniebowzięciu i Niepokalanym Poczęciu NMP. Teolog ewangelicki nie może mówić o Marii inaczej niż w nieustannym odniesieniu do Chrystusa.

Czy dialog jest możliwy?

W powyższych refleksjach brak jest szczegółowej analizy historyczno-dogmatycznej w odniesieniu do dogmatów maryjnych. Problematyka ta jest tematem na szersze opracowanie naukowe. Celem tego tekstu było naświetlenie charakterystycznych obszarów rzymskokatolickiej mariologii, szczególnie w jej powiązaniu z eklezjologią, aby móc w ten sposób ukazać ograniczony wymiar „ekumenicznej mariologii”, a także to, co charakteryzuje ewangelicką cześć dla Marii. Mariologia w Kościele rzymskokatolickim zbyt mocno powiązana jest z eklezjologią, aby można byłoby osiągnąć jakiś przełomowy konsensus. To właśnie eklezjologia jest głównym problemem ekumenicznym i relatywizowanie tej trudności nie ułatwia dialogu, lecz go utrudnia. Czy więc powinniśmy rozmawiać o Marii? Czy jest to możliwe?

Jestem przekonany, że o Marii możemy, a nawet powinniśmy wspólnie mówić jako o szczególnym świadku wiary. Musimy też mówić o tym, co nas dzieli, ponieważ w ten sposób poznajemy siebie samych, a także wrażliwość ekumenicznych partnerów. Świadomość mariologicznych ograniczeń w dialogu ekumenicznym nie powinna zniechęcać, ale zapraszać do bardziej intensywnego poznawania się w pełni nadziei, że to, co nas dzieli nie oznacza końca tego, co nas bezwzględnie łączy.


Dariusz P. Bruncz

ŹRÓDŁO: http://www.magazyn.ekumenizm.pl
Obrazek

Wróć do „Chrześcijaństwo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość