Dziwaczny sen

Nasze sny, sennik, wyjaśnienia.

Moderator: Redaktorzy

Awatar użytkownika
Draco Lander
Maskotka
Maskotka
Posty: 236
Rejestracja: 24 sty 2016, 2:37
Lokalizacja: Hiigara
Podziękował: 49 razy
Podziękowano: 72 razy

Dziwaczny sen

Postautor: Draco Lander » 12 wrz 2020, 10:45

Czołem, jak widać konto jeszcze mam choć zaglądam pierwszy raz od.... Dawna.

Do rzeczy: śniło mi się, że jedna z moich papug spadła z karnisza, a gdy ją podniosłem ot jej pióra zaczęły robić się białe, oprócz skrzydeł i ~połowy grzbietu (paput jest ciemnoszary z żółtym łebkiem)

Tutaj na moment się obudziłem i chwilę mi zajęło ogarnięcie, że to na szczęście był sen i z papugiem wszystko ok, ale że nie obudziłem się bardziej to położyłem się i spałem dalej.

Zacząłem w panice wyciągać z szafy klatkę transportową (klatka w rzeczywistości jest w szopie), która okazała się zdemontowana, a elementy pochowane po całym mieszkaniu. Za ten stan rzeczy obwiniałem siostrę. W tej chwili pamięć o treści mi się urywa i wraca, gdy jestem przed moją kamienicą, po drugiej stronie ulicy, ale wiem, że mam już ostatni fragment klatki (miskę na jedzenie). Przebiegam przez ulicę przed jadącą bardzo powoli ciężarówką (jeśli miałbym oceniać to jechała około 5-7 km/h), która i tak się zatrzymywała, i dwoma rowerzystami jadącymi za nią. Wbiegam do mieszkania, żeby wsadzić miskę do klatki, złapać i zamknąć w niej paputa i ruszyć i nagle otwierają się drzwi wejściowe. Na korytarzu stoją dwaj grubawi faceci w średnim wieku. Jeden spokojny, określony jako kierowca tira, a drugi jakiś pieniacz drący się na mnie że przed samą maską ciężarówki przebiegłem. Kierowca mówi, żeby dał spokój bo widać że działam trochę w panice i nic się nie stało (sprawiał wrażenie, że pieniacz po prostu zaciągnął go pod moje mieszkanie żeby tylko nakręcać dramę), a przy próbie zamknięcia drzwi pieniacz je po prostu otwiera z powrotem. Mówię mu w końcu że ma spieprzać bo muszę szybko złapać papugę i zawieźć do weterynarza, po czym zamykam drzwi.

Tu znów mały przeskok w czasie, bo po chwili otwieram drzwi i widzę na korytarzu niewielką grupkę (6-8 osób) grubawych mężczyzn. Kierowcy nie było, pieniacz chyba był, nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Do tej pory pogoda była spokojna, lekko "szarawa" jak we wczesnoporannych godzinach (ale już po świcie) i było sucho

Ale tu znów przeskok w czasie i jestem gdzieś w szczerym polu, ciągle jest sucho, ale już bardzo słonecznie (jak w południe w wakacje), a po obu stronach drogi jak okiem sięgnąć soczyście zielone trawniki. Nie wiem czemu, ale jestem poza samochodem i w towarzystwie jakiejś osoby. Nie mam nawet pojęcia jakiej jest płci (nie pamiętam, albo sen nie określił), ale z pewnością jesteśmy dobrymi kolegami i jedzie ze mną. Mówię, że wracamy do auta i zasuwamy dalej, ale w tej chwili właśnie zaczynam mieć problemy z chodzeniem prosto i koordynacją (jakby ziemia zaczęła się trząść a ja do tego jakbym skończył się kręcić w miejscu żeby wywołać "efekt pijanego"), ale jak już udało mi się dotrzeć i wsiąść do auta, to zadzwoniła moja babcia i się obudziłem, więc sen się urwał... :|

Dying for salvation;
With dedication!
No capitulation;
Annihilation!
Mother's commendation;
Reincarnation!
Valhalla is your destination!


Obrazek

Wróć do „Sny”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość