Kosmiczna perspektywa ewolucji człowieka

Wszystko związane z filozofią.

Moderator: Redaktorzy

Awatar użytkownika
Chrupek
Sułtanka
Sułtanka
Posty: 266
Rejestracja: 12 sty 2016, 20:31
Lokalizacja: Gdynia, Prusy Królewskie
Podziękował: 23 razy
Podziękowano: 105 razy

Kosmiczna perspektywa ewolucji człowieka

Postautor: Chrupek » 30 wrz 2018, 16:10

KOSMICZNA PERSPEKTYWA EWOLUCJI CZŁOWIEKA

U źródeł kosmicznej alienacji

Odkrycia minionego wieku radykalnie zmieniły nasze wyobrażenia o stosunku nauki i wiary. W początkach XX stulecia pozytywizm deprecjonował teologię i metafizykę, traktując nauki przyrodnicze jako jedyne źródło wartościowej wiedzy. W początkach XXI wieku postmodernizm kwestionuje wartość poznawczą wszystkich tych dyscyplin, traktując je tylko jako literackie narracje. Niezależnie jednak od zmiennych komentarzy filozoficznych w minionym stuleciu rozwinął się autentyczny dialog między przedstawicielami wiary i nauki. Jego przejawem jest ukazana w encyklice Fides et ratio wizja dwóch skrzydeł, które konieczne s ą do integralnego rozwoju kultury i do pełnego określenia miejsca człowieka zarówno w przyrodzie, jak i wobec wartości duchowych.

Dzięki odkryciom XX wieku głębokim zmianom uległo nasze pojmowanie miejsca człowieka w przestrzeni i czasie. Wiemy dziś, że od stanu osobliwości początkowej, opisywanego często w kategoriach Wielkiego Wybuchu, upłynęło około 13 miliardów lat. Znaczy to, iż w czasie życia ostatnich trzech pokoleń trzeba było pomnożyć przez ponad 2 miliony wielkość wcześniejszych oszacowań wieku wszechświata. Współcześni Darwina powtarzali bowiem jeszcze za anglikańskim arcybiskupem Jamesem Ussherem oraz protektorem Uniwersytetu w Cambridge Johnem Lightfootem, że Pan Bóg stworzył świat 28 października 4004 roku przed Chrystusem, Charles Darwin zaś był nawet przekonany, iż owa data podana jest w Piśmie Świętym.

Sam Darwin, tłumacząc przyrodę w kategoriach ewolucji, skłonny był przyjąć, że dolina Kent, w której mieszkał, liczy ok. 400 milionów lat. Ta radykalna zmiana wieku wydawała mu się czymś na tyle fascynującym, że pisał o przejmującej wielkości - grandeur podobnego spojrzenia na przyrodę. Jego wyliczenia kwestionował jednak jeden z najlepszych fizycznych umysłów tamtej epoki - lord William Kelvin, sugerując, że w ciągu 10 milionów lat Słońce utraci swą energię konieczną do utrzymania życia na Ziemi. Jego argumenty wyprowadzone z fałszywych przesłanek ułatwiały pojmowanie życia ludzkiego w kategoriach zaścianka, któremu nie potrzeba wielkich dystansów czasu ani przestrzeni. Z rozwojem badań okazało się, że oszacowania Darwina trzeba było zwiększyć dziesięciokrotnie, natomiast diagnozy Kelvina - po odkryciu energii jądrowej - uznań za bezpodstawne w ich pesymizmie.

Nie mniejszej rewizji dokonano w oszacowaniach rozległości przestrzennej wszechświata. Jeszcze 80 lat temu w dyskusjach astronomów kwestionowano istnienie innych układów galaktycznych poza naszą Galaktyką. Promień tej ostatniej wynosi ok. 30 kiloparseków, tzn. blisko 100 tysięcy lat świetlnych.
Odkryci ekspansji wszechświata pozwoliło nam stwierdzić, że światło docierające do nas z najdalszych obserwowanych obiektów zostało wyemitowane niespełna 13 miliardów lat temu. Odległości do najdalszych obserwowanych we wszechświecie obiektów okazały się więc znowu 130 tysięcy razy większe, niż sądzono przed wiekiem. Ta rewolucja w oszacowaniu dystansów kosmicznych przyniosła wielkie przemiany w ujmowaniu naszego miejsca w kosmosie.
Miliardy lat kosmicznej ewolucji ostro kontrastują z długością ludzkiego życia mierzoną w dziesiątkach lat. Wszechświat stracił przytulność - swą psychologiczną bliskość, w której jawił się jako kosmiczna "mała ojczyzna". Przytulność ta szła w parze z poczuciem kosmicznej racjonalności i porządku,
zwłaszcza w środowiskach nawiązujących do Arystotelesowskiej koncepcji miejsca naturalnego, broniąc istnienia kosmicznego ładu w przyrodzie, noszącego piętno celowości.

Pojawiły się wprawdzie czasem ujęcia alternatywne, choćby u Blaise'a Pascala, kiedy pisał on o przerażeniu, które rodzi w człowieku refleksja nad nieskończonością pustych przestrzeni kosmosu. Podobne refleksje uważano jednak za wynik dominacji subiektywnych doznań nad racjonalnym opracowaniem dostarczanym przez filozofię przyrody. Współczesna kosmologia relatywistyczna mówi natomiast, iż obiekty kosmiczne odległe o miliardy lat świetlnych oddalają się od nas z prędkością bliską prędkości światła. Nie stosują się one do Arystotelesowskiej teorii miejsca naturalnego, lecz podlegają fizycznym prawom ewolucji kosmicznej, których postać potrafimy określić także dla tych okresów rozwoju, w których nie istniały w kosmosie organizmy żywe, układy planetarne ani galaktyki.

Poczucie wyobcowania w skali kosmicznej znalazło swe dopełnienie w biologicznym studium dotyczącym ewolucji gatunku Homo sapiens. Powstałe w ciągu ostatniego 20-lecia opracowania genetyków dotyczące mitochondrialnego DNA pozwalają umieszczać początki gatunku ludzkiego na kontynencie afrykańskim około 200 tysięcy lat temu. Oszacowania genetyczne nie znajdują jeszcze obecnie potrzebnych potwierdzeń wykopaliskowych. Znane nam wykopaliska ukazują bowiem znacznie późniejsze stadia ewolucji naszego gatunku.

Świadczą one jednak znowu, że: po pierwsze, na przekór Arystotelesowskiej doktrynie o niezmienności gatunków istnieją ewolucyjne zmiany sprawiające, iż różnice między gatunkami nie mają charakteru ostatecznego, lecz zachodzą w perspektywie długich okresów ewolucji biologicznej; po drugie, istnienie człowieka stanowi niewielki ułamek historii wszechświata. Przez ponad 99,9% swych dziejów wszechświat rozwijał się bez ludzkiego obserwatora. Człowiek pojawił się bardzo późno w procesie kosmicznej ewolucji. Pesymiści uważają go za efemerydę, która szybko zniknie na skutek braku umiejętności dostosowania się do warunków narzucanych przez kosmiczną ewolucję.

Ojczyzna odzyskana po raz wtóry

Odkrycia ostatniego stulecia wpłynęły na powstanie nowych form poczucia kosmicznego wyobcowania. Jacques Monod nie był bynajmniej odosobniony, gdy pisał o człowieku jako kosmicznym cyganie, który już nie potrafi czuć się dzieckiem kosmosu, gdyż fizyczna gra przypadku i konieczności rodzi w nim przerażenie, lęk lub obojętność; nie prowadzi natomiast do identyfikowania się z naszą kosmiczną Ojczyzną.

Rozwój badań przyrodniczych prowadzi jednak do odkrywania głębokich związków człowieka z przyrodą; związków znacznie bardziej wyrafinowanych, niż przypuszczano wcześniej. Ważnym odkryciem znaczącym początki nauki nowożytnej było stwierdzenie, że możemy prowadzić z przyrodą dialog w języku matematyki. Dla odkrycia zasady grawitacji przez Newtona bardzo ważne było wcześniejsze stworzenie rachunku różniczkowego. Poszukując rozwiązań dla Einsteinowskich równań pola, Aleksander Aleksandrowicz Friedman stwierdził występowanie ekspansji wszechświata już w 1922 roku - pięć lat wcześniej niż Edwin Hubble na podstawie obserwacji potwierdził istnienie tego procesu. O tym, że w przestrzeni kosmicznej powinno być dostępne do obserwacji promieniowanie wyemitowane blisko pierwotnego wybuchu, George Gamow pisał już w 1948 roku wyłącznie na podstawie analiz matematycznych. Empirycznie zaś potwierdzono istnienie tego promieniowania dopiero 20 lat później dzięki badaniom Arna Allana Penziasa i Roberta Woodrow Wilsona. Okazało się, że abstrakcyjne formuł matematyki stały się naszym językiem ojczystym, dzięki któremu możemy prowadzić twórczy dialog z przyrodą. Doświadczając zaskakującej harmonii przyrody, człowiek nie powinien występować w roli istoty głuchoniemej, skoro zastosowanie języka matematyki niesie dla nas ważną informację o wydarzeniach, które dokonały się kilkanaście miliardów lat temu, i pozwala rekonstruować naszą historię.

Odkrycia ostatnich lat doprowadziły także do stwierdzenia, że powstanie białkowych form życia było możliwe jedynie w rozległym wszechświecie, który ewoluował przez miliardy lat. Można spekulować, czy w innym wariancie ewolucji nie powstałoby życie oparte nie na węglu, lecz np. na krzemie.
Podobne domysły nie zmieniają jednak faktu, że do powstania znanych obecnie form życia potrzeba było długiej historii obejmującej kosmiczne przestrzenie mierzone w miliardach lat świetlnych. Na przekór Monodowi człowiek nie jest więc kosmicznym nomadą zabłąkanym w naszych rejonach czasoprzestrzeni. Jest on dzieckiem wszechświata w tym sensie, że jego powstanie i rozwój ściśle zależą od wielu parametrów kosmicznych. Gdyby te ostatnie przybrały nieco inne wartości, nie mogłoby się rozwinąć życie w znanych nam formach białkowych. Ekspandujący kosmos być może mógłby wtedy stanowić przedmiot kontemplacji dla aniołów. Nie mógłby w nim jednak zaistnieć ludzki obserwator uprawiający astronomię, metafizykę czy poezję.

W różnych formach zasady antropicznej usiłuje się szczegółowo określać fizyczne związki człowieka z resztą wszechświata. Nie wchodząc w kontrowersyjne szczegóły, można stwierdzić, iż biologiczne własności gatunku Homo sapiens jawią się jako następstwo długotrwałej ewolucji kosmicznej, której przebieg możemy rekonstruować przede wszystkim dzięki zastosowaniu języka matematyki. Kosmos nie jest więc obcym terenem, na który zostaliśmy skazani po wypędzeniu z raju średniowiecznej kosmologii. Jest on naszą Ojczyzną, w której mamy rozwijać przestrzeń refleksji, prawdy i sensu dzięki biologicznym predyspozycjom stanowiącym specyfikę animal rationale.

Między biologią i kulturą

Kontynentalną ojczyzną naszego gatunku była Afryka. Ponad milion lat temu na terenach współczesnej Kenii żył Homo erectus , którego potomkowie dotarli później w okolice Pekinu, na tereny Jawy i Europy. Znamienne jest, iż po przedstawicielach tych nie zachowały się żadne ślady genetyczne. Niektórzy sugerują, iż dokonał się wtedy pierwszy holokaust, który w biblijnym opisie przyjął postać dramatu Kaina. Druga wielka migracja z Afryki nastąpiła około 100 tysięcy lat temu. W naszym rodowodzie biologicznie wywodzimy się więc z Afryki, natomiast pod względem kulturowym najbardziej pasjonujące składniki naszego dziedzictwa odnajdujemy w starożytnej Grecji. Istoty tej kultury nie zrozumiemy jednak bez uwzględnienia Akropolu, Kapitolu i Golgoty.

Podczas gdy biologiczna ewolucja naszego gatunku była podporządkowana zasadzie walki o byt, w helleńskim dziedzictwie kulturowym znajdujemy składniki, które bynajmniej nie ułatwiały osiągnięcia biologicznej korzyści. Do tego dziedzictwa należą metafizyka i etyka, matematyka i estetyka. W walce o przetrwanie nie były potrzebne ani geometryczne definicje dotyczące bezwymiarowych punktów lub przecinających się w nieskończoności prostych równoległych, ani też metafizyczne pytania o arche czy strukturę bytu. Nasi przodkowie wychodzili daleko poza pragmatyczne korzyści, akcentując rolę duchowej samoświadomości inspirowanej zasadą gnothi seauton ("poznaj samego siebie"), podkreślając rolę sokratejskich wartościowań etycznych i dylematów sumienia, poszukując kanonów piękna, które odbiegało daleko od biologicznych uwarunkowań. To w Helladzie zadawano pytania, z których nie było żadnych praktycznych korzyści: o zasadę bytu, o sens życia, niewidzialny świat sensu, harmonii, wartości duchowych. W ich pełnym pasji odkrywaniu odnajdujemy ukierunkowanie człowieka w stronę transcendencji, która nie przynosiła wymiernych bezpośrednich zysków, lecz kształtowała istotę tego, co określamy mianem animal rationale lub Homo meditans.

Kulturowe dziedzictwo starożytnej Grecji znalazło swe rozwinięcie i dopełnienie w aksjologii zawartej w Ewangelii Jezusa Chrystusa. Od starogreckiej wizji harmonii i sensu jeszcze bardziej szokująca okazała się wizja Boga ukazana w dramacie Golgoty i w ziemskiej misji Jezusa z Nazaretu. Nie było w nim nic z potęgi rzymskich cezarów ani z wzorców apollińskiego piękna. Przyszedł on na świat jako bezdomne niemowlę, mieszkał na prowincji, odszedł jako skazaniec potępiony przez przywódców narodu. Ucząc modlitwy kazał Boga nazywać Ojcem, za błogosławionych uważał zaś ubogich, płaczących, prześladowanych. Tamta rewolucja kulturowa, która dokonała się w cieniu krzyża na Golgocie, jeszcze obecnie spotyka się z oporami środowisk stawiających zdrowy rozsądek czy polityczną poprawność bad szokującą prawdę Ewangelii. Przenikając kulturę kontynentu, który przez długi czas opatrywano mianem Christianitas, kształtowała intelektualny klimat, w którym ceniono uniwersalne wartości ludzkie, akcentowano braterstwo i równość wszystkich dzieci Ojca z niebios, wypracowano zasady humanizmu i doktrynę praw człowieka, odkryto fundamenty nauki nowożytnej wyrażone na kartach Newtonowskich Principiów, zastosowano odkrycia techniki do służby człowiekowi.

Globalny supermarket i człowiek konsumujący

Bliska chrześcijaństwu wiara w możliwości poznawcze rozumu i postęp społeczny znalazła wyraz w różnych wersjach idei Oświecenia. Niektóre z nich prowadziły w stronę utopii, zapowiadając spełnienie odwiecznych ludzkich marzeń w cywilizacji naukowo-technicznej. Wyzwolenie z utopii dokonało się w bólu totalitaryzmów XX wieku. Odreagowanie ich następstw widoczne jest w różnych wersjach mentalności postmodernistycznej, akcentującej radykalne odejście od złudzeń Oświecenia. Odpowiadający im wiraż kulturowy łączy dobrodziejstwa rewolucji informacyjnej, towarzyszącej zastosowaniom Internetu, z nihilizmem aksjologicznym oraz jakościowo nowymi procesami kształtowania globalnych wzorców w kulturze naznaczonej przez wyjątkowo silny pluralizm. Wbrew oczekiwaniom, następstwem tych procesów nie jest bynajmniej nowa mentalność mieszkańców globalnej wioski. Bardziej właściwe byłoby mówienie o globalnym supermarkecie, w którym anonimowość kontaktów idzie w parze z komercjalizacją podporządkowaną zasadom konsumpcji. Miejsce animal rationale zajmuje istota konsumująca. W miejsce aksjologii otwartej na transcendentny wymiar życia pojawia się pragmatyzm, w którym naczelnymi zasadami okazują się: sukces, przyjemność, dominacja. Zmienia to nie tylko system wartości przyjmowany przez ponad 2 tysiące lat, lecz także samo pojmowanie ludzkiej egzystencji.

Miguel de Unamuno wyrażał tragizm egzystencji pokolenia swych współczesnych, pisząc: "naszą ojczyzną jest wygnanie". Dwie generacje później, aby wyrazić dramat współczesnych społeczeństw zsekularyzowanych, trzeba by się odwołać odwołać do formuły: "naszą ojczyzną jest dezercja" - dezercja z Delf, Aten, z Golgoty. Podejmowano ją w imię wyzwolenia, odnalezienia autentycznej egzystencji, odrzucenia konwenansów krępujących osobowość. Tymczasem realną alternatywę dla kulturowej ojczyzny człowieka stanowi pustynia aksjologiczna, po której wędrują tabuny współczesnych nomadów, kontemplując pustynny pejzaż, niezdolny zaspokoić ani zainteresowań, ani pragnień człowieka. Wykorzeniony ze swej wielkiej tradycji kulturowej, człowiek jawi się jako stworzenie bardziej dramatyczne od swych ewolucyjnych praprzodków z jaskiń i buszu, gdyż istotę jego egzystencji stanowi bezdomność.

Składa się na nią zarówno bezdomność aksjologiczna, gdy żaden system tradycyjnych wartości nie może być identyfikowany z naszą duchową ojczyzną, jak i bezdomność kosmiczna, gdy wszechświat jako całość staje się obcą rzeczywistością, z której chciałoby się uciec bądź w rzeczywistość wirtualną, bądź też w świat złudzeń generowanych np. przez narkotyki. Bezdomność kosmicznych sierot można próbować zagłuszyć reklamą lub ironią, emisją telewizyjnego reality show lub retoryką politycznej poprawności. Podobne propozycje kulturowe odbiegają daleko od wzorców, które wyrażały wcześniej naszą refleksję inspirowaną dążeniem w stronę szeroko pojętej transcendencji. W propozycjach dyktowanych przez komercję i konsumpcję znajdujemy rys głęboko tragiczny, który wymaga wspólnotowych, solidarnych działań, aby nie doprowadził do destrukcji wcześniejszych osiągnięć kulturowych naszego gatunku.

Bezdomność pielgrzymów i perspektywa domu Ojca

W globalnym świecie po rewolucji informacyjnej pojawiają się nowe propozycje antropologiczne na poziomie przeżywania ludzkiej interakcji z kulturą. Miejsce animal rationale zajął "bezdomny turysta", który koncentrując uwagę na zaliczaniu wrażeń, nie stawia sobie żadnych życiowych celów. Nie istnieje dla niego wyrazisty horyzont aksjologiczny, gdyż wszystkie wartości jawią się jako rozmyte i wątpliwe. Nie czuje również żadnego związku z kosmiczną Ojczyzną, gdyż przeżywa głęboki kryzys własnej tożsamości. Niepokojące następstwa podobnej postawy nierzadko prowadzą do desperackich form fundamentalistycznego radykalizmu, w którym z nostalgią przywoływany bywa świat utraconej Arkadii. Między nihilizmem a fundamentalizmem trzeba nam na nowo odnajdywać ludzką tożsamość bez demonizowania przemian, które niesie współczesność. W swym rozwoju kulturowym gatunek Homo sapiens potrafił już nie raz powstrzymywać tendencje niosące ryzyko samozagłady. Istnieją powody, by także obecnie ufać w skuteczność podobnych działań.

Kosmiczna bezdomność współczesnego pokolenia nie musi bynajmniej przerażać, jeśli uświadomimy sobie, że nawet w bezdomności tkwią rysy bliskie Ewangelii Jezusa Chrystusa. Przypominają o tym słowa Łukasza 9,58: "Lisy mają norki i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć". Ukazują one wielką perspektywę duchowej wolności, w której chrześcijaństwo nie jest identyfikowane z określoną tradycją kulturową czy z jednym systemem społecznym. Duchowa wolność chrześcijan płynie z tego, że potrafią spokojnie odchodzić z każdego miejsca, by dać wyraz, że Chrystus jest dla nich najważniejszy. W ludzkich kategoriach są bezdomni. W Bożej perspektywie stanowią grupę kulturowych nomadów, którzy naśladując Syna Człowieczego, zmierzają do domu Ojca. W ich wędrówce naturalnym szlakiem wiary jest kulturowa bezdomność - najgłębsza wolność serca żyjącego Bogiem. Bezdomność nie musi więc być znakiem nihilistycznej negacji, lecz może wyrażać istotę naszej wolności, jeśli tylko potrafimy ujmować ją w perspektywie ostatecznej wędrówki do domu Ojca.

Na szlaku kosmicznych pielgrzymów będą się nieuchronnie zmieniać style i warunki marszruty. Nie trzeba tracić energii na opłakiwanie niegdysiejszych szlaków. Nie trzeba ubolewać, że w obecnym świecie nie zachodzą niektóre procesy, jakie występowały w erze leptonowej lun plejstocenie. Trzeba natomiast konsekwentnie chronić poczucie kosmicznego Sensu, który przez tysiące lat kierunkował życie naszych braci w człowieczeństwie. Nie wolno odejść od tego zbioru wartości, który stał się małą ojczyzną naszego gatunku, obejmując prawdę i wolność, altruizm i poświęcenie, solidarność, przyjaźń, współczucie. To on wyznacza naszą human ecology, która decyduje o kulturowej specyfice naszego gatunku. Nie wolno zagubić świadomości wyjątkowego miejsca gatunku Homo sapiens w kosmicznej Ojczyźnie. Stawia to przed nami nowe wyzwania dotyczące odpowiedzialności intelektualnej za świat ludzkiej kultury.

Odpowiedzialność za ekologię ludzką

W XIX-wiecznych opisach zastosowań nauki zachwyt nad osiągnięciami technicznymi idzie w parze z zupełnym brakiem wrażliwości ekologicznej. W estetycznych opisach lasu kominów i piękna fabryk pomijano wtedy kwestię zniszczenia środowiska naturalnego. Sławiono natomiast zastosowania techniki, które przemieniają naturalny, dziki pejzaż Anglii w teren przemysłowy. Niespełna 200 lat później sympatycy kontrkulturowych haseł mówią o technice wyłącznie źle, obarczając ją winą zarówno za dewastację środowiska, jak i za instrumentalne traktowanie człowieka. Istnieją podstawy, że podobna ewolucja ocen nastąpi również w dziedzinie refleksji nad odpowiedzialnością za human ecology. Może ona jednak nadejść zbyt późno, gdyż niekontrolowane zastosowania biotechnologii mogą przynieść - jak to sugeruje Francis Fukuyama - zasadnicze zagrożenie dla przyszłości gatunku ludzkiego. Kształtowanie nowej odpowiedzialności za przyszłość tego gatunku staje się więc ważnym zadaniem łączącym naukowców i teologów.

Zagadnienie to nabiera dodatkowej wagi w kontekście dyskusji nad przyczynami wyginięcia naszych biologicznych kuzynów neandertalczyków. Wykopaliska przemawiają za tym, że Homo sapiens neanderthalensis żył w Europie 180 000 - 27 000 lat temu. Przez długi czas dzielił problemy i zagrożenia naszych przodków klasyfikowanych jako Homo sapiens sapiens. Przetrwały do dziś odkryte w wykopaliskach ślady jego wrażliwości estetycznej, altruizmu, wiary w życie po biologicznej śmierci. Można rozwijać skomplikowane dyskusje, czy zachowanie neandertalczyka nie wskazuje, iż był on również obdarzony przez Boga duszą nieśmiertelną. Pyłki kwiatów odnajdywane w grobach i przedmioty codziennego użytku grzebane razem ze zmarłymi świadczą o jego wrażliwości estetycznej i otwarciu na formy pozabiologicznego życia. Erik Trinkaus i Pat Shipman podkreślają, że groby neandertalczyka stanowią kulturowe świadectwo nie tyle zwykłej pragmatyki pogrzebu, ile zachowania rytualnego, które stanowi nową jakość kulturową.
Jako inną ważną kulturową cechę wymienia się u neandertalczyków oznaki współczucia i troski o istoty słabsze, zranione czy chore.

Trinkaus i Shipman nazywają "testamentem neandertalskiego współczucia i człowieczeństwa" okaz neandertalczyka, który był prawdopodobnie ślepy na lewe oko, a jego prawa strona ciała nosiła ślady licznych atrofii, obejmujących ramię, dłoń, stopę i nogę. Ich przyczynę stanowił prawdopodobnie jakiś uraz, który nastąpił zaraz po jego narodzinach. Dowodzi to, iż w najbliższym środowisku osobnik ten spotkał się z przejawami troskliwej opieki i altruistycznego współczucia, które pozwoliły mu przetrwać do relatywnie późnego wieku (30-40 lat). Objętość mózgu, rzędu 1500 cm3, przewyższała nasza o mniej więcej 10%. Mimo to neandertalczyk nie sprostał brutalnym zasadom walki o byt. Po blisko 150 tysiącach lat rozwoju zniknął z powierzchni ziemi, zostawiając tylko swoiste ostrzeżenie, że podobny los może spotkać także jego kuzynów noszących dumne miano Homo sapiens sapiens.

Świadomość roli człowieka ujmowanej w perspektywie miliardów lat kosmicznej ewolucji ułatwia zachowanie dystansu wobec nowych zagrożeń biotechnologicznych oraz marketingowych fascynacji kolejnego sezonu. Poczucie naszej głębokiej więzi ze światem Natury chroni przed kosmiczną alienacją i prowadzi do pytania o najwyższe kryterium wartości i sensu. Trzeba przeciwdziałać rozdarciu między światem Natury i kultury. Wymaga to wysiłków, dzięki którym w przyrodzie rzeczywistość harmonii i sensu znajdzie swe konsekwentne przedłużenie na poziomie kulturowych działań człowieka. W tej perspektywie racjonalność Natury, odkrywana w miliardach lat kosmicznych przemian, staje się szlakiem prowadzącym do domu Ojca. Na szlaku tym kosmiczny Sens, poszukiwany przez przyrodników i teologów, objawia się najpełniej w Bogu, który jest Miłością.


ŹRÓDŁO:
Józef Życiński - "Transcendencja i naturalizm"
Ześlij światłość i wierność swoją: niech one mnie wiodą, niech mnie przywiodą na Twą górę świętą i do Twych przybytków
Obrazek

Wróć do „Filozofia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość