Gdzie się podziało moje ciało. O zapomnianej/zagubionej somie

Wszystko związane z filozofią.

Moderator: Redaktorzy

Awatar użytkownika
Chrupek
Sułtanka
Sułtanka
Posty: 278
Rejestracja: 12 sty 2016, 20:31
Lokalizacja: Gdynia, Prusy Królewskie
Podziękował: 24 razy
Podziękowano: 115 razy

Gdzie się podziało moje ciało. O zapomnianej/zagubionej somie

Postautor: Chrupek » 28 lut 2018, 21:21

Ciało i dusza - od wieków zwykło się je ujmować jako dwa bieguny naszego bytu. W tradycji oddzielono je od siebie stawiając na piedestale duszę. Przyzwyczailiśmy się spychać nasze ciało na dalszy plan lub o nim zupełnie zapominać, dopóki samo bólem lub jakąś potrzebą nie upomni się o naszą uwagę. Zatraciliśmy świadomość swego ciała na przestrzeni wieków. Dopiero myśliciele XX wieku zwrócili swoje i nasze spojrzenia na ciało jako niezbędną składową ludzkiej kondycji. Ciało zaczęło zajmować naszą uwagę, coraz bardziej wzmaganą przez rozwijające się technologie. Zadajemy sobie pytanie jak można wyeliminować jego niedoskonałości, jak można usprawnić i co z nim począć w obliczu postępującej techniki? Jednak czy rzeczywiście jesteśmy skłonni je docenić czy chcemy je tylko bardziej uprzedmiotowić?

Celem niniejszej pracy, jest krótkie przybliżenie ewolucji koncepcji dotyczących ciała „zniewolonego” oraz próba określenia jego miejsca w naszym życiu i w przyszłości, w nowych mediach i transhumanizmie.


Czym jest ciało, zależy od tego, jak dalece człowiek

pojmuje sam siebie jako duszę.



Oddzielenie ciała od duszy ma swe źródła już w starożytnej kulturze europejskiej (np. Pitagoras, Platon, który dzieli człowieka na ciało (materia) i duszę (forma), natomiast w chrześcijaństwie ciało uważane było i jest nadal za siedzibę pożądań i narzędzie mające służyć człowiekowi - jego duszy - w ziemskiej wędrówce). Na pierwszym miejscu w owym dualizmie zwykło się stawiać duszę. Ciało istnieje niezauważone dopóki nie wejdzie w konflikt z naszą świadomością przez zasygnalizowanie swych cielesnych potrzeb. W związku z tym, ciało zostaje wyparte jako coś co utrudnia duszy egzystencję. Soma jest dla nas niezrozumiała, kieruje się własnymi cielesnymi celami i instynktami, co utrudnia człowiekowi panowanie nad sobą i realizację jego duchowych zamierzeń.

W nowożytności owo wyparcie ciała zostaje jeszcze bardziej podkreślone. Jest to związane z odrodzeniem anatomii w XVI wieku i autorytetem Kartezjusza.

Anatomia naprowadza myślicieli na odkrycie ciała jako ludzkiego organizmu, czyli rzeczy, „która podlega spojrzeniu i badaniu kogoś innego”. Kartezjusz, natomiast, podkreśla zróżnicowanie i zarazem hierarchię w podziale człowieka na duszę jako substancję myślącą i ciało jako substancję rozciągłą (biologiczny mechanizm). Res extensa jest czymś przenikalnym i poznawalnym, jednak właściciel owej substancji ma do niej dystans, nie czuje ciała jako swoje. Ciało jako ludzki organizm jest postrzegane jak ciało kogoś innego. Najważniejsza jest res cogitans: cogito ergo sum. Ta myśl w kulturze zachodu radykalizuje wyparcie „ziemskiej powłoki”.

Postrzeganie ciała jako organizmu materialnego powoduje porównanie go do maszynerii, na przykład zegara. Ciało zyskuje nowe, mechanistyczne określenia. Organy wewnętrzne określa się jako pompki i przekładnie (takie podejście ma swą kontynuację w naukach przyrodniczych; owo instrumentalne traktowanie ciała pojawia się też w transhumanizmie).

W nowożytności zostaje również poruszony problem psychofizyczny wynikający z podziału na duszę i ciało. Dostrzeżono zagadnienie harmonii dwu różnych substancji. I tak na przykład, materializm określa duszę jako zjawisko wtórne wywołane przez procesy cielesne, okazjonalizm uznaje równoległość procesów cielesnych i duchowych, a animizm określa duszę, jako organizującą obiekt materialny, wewnętrzną zasadę.


Odczuwanie własnego ciała zawiera już tendencję do

dystansowania się od niego w aktach świadomości.



Współcześnie jesteśmy tylko posiadaczami ciała, które sami odczuwamy. Czujemy się wobec niego bezradni, bo nic o nim nie wiemy, nie potrafimy się z sobą komunikować. Nie jesteśmy w stanie decydować o własnym ciele, bez wiedzy autorytetów - lekarzy, którzy postrzegają je jako aparat przemiany materii. Jest to interwencja z zewnątrz, która jest sposobem na opanowanie ciała, sposobem na jego instrumentalną manipulację.

Mówiąc o ciele, zwykle traktujemy je jako część życia biologicznego, fizycznego. Zdaniem Michel’a Foucault „ciało zanurzone jest też bezpośrednio w sferze polityki, stosunki władzy wpływają na nie wprost: blokują je, naznaczają i urabiają, torturują, zmuszają do rozmaitych prac, różnych obrzędów, domagają się odeń znaków.” Ciało ujarzmia się dla potrzeb władzy i ekonomii. Ich wzajemne relacje powodują blokowanie ciała, czyli manipulowanie nim w celu wykorzystania jako siła robocza, ale to dopiero wtedy gdy „zostanie włączone w system ujarzmienia (gdzie potrzeba jest również politycznym instrumentem starannie przygotowanym, skalkulowanym i wykorzystywanym)”. Ujarzmianie dokonać można za pomocą środków przemocy i ideologii, ale też za pomocą wiedzy o ciele, o jego funkcjonowaniu i przez panowanie nad jego siłami, są to elementy „technologii politycznej ciała”. Ową technologię Foucault określa jako mikrofizyka władzy instytucji i organów państwowych, a działa ona w imię sprawowania władzy, systemu aniżeli jej posiadania.

Doskonałym przykładem subtelnego wykorzystania owej „technologii politycznej ciała” jest wykorzystanie kontroli nad seksualnością przez chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo opiera się na władzy pastoralnej, gdzie przewodnikiem jest jedna osoba „opiekun stada”, która rządzi wieloma jednostkami, które się przemieszczają. Przewodnik nie włada obszarem, ale ludźmi. Owa władza ma charakter dobroczynny, bo rządzący poświęca się dla ludu, a nie lud dla niego. Każda jednostka jest zobowiązana do realizacji określonego celu, bez możliwości wyboru. W chrześcijaństwie celem jest osiągnięcie zbawienia. Owo zobowiązanie wymusza na jednostce całkowite podporządkowanie i akceptację autorytetu oraz ustalonych przez niego praw, co gwarantuje mu władzę i kontrolę nad swymi ludźmi. Władza pastoralna ma jeszcze jedną zaletę dla rządzących – jednostka zobowiązana jest do mówienia wszystkiego, co umożliwia przewodnikowi poznanie jej (mowa o spowiedzi), a także tworzenie prawdy dla potrzeb władania. Władza chrześcijańska opiera się na kontroli jednostek przez ich seksualność, której należy się wystrzegać, gdyż ciało uważane jest za coś szkodliwego, ale nie w takim stopniu by odrzucać wszystko co z nim związane. Chrześcijaństwo ustala dla seksualności kompromis między ascezą a społeczeństwem obywatelskim (potrzeba rodziny, rozmnażania), co objawia się w ustalonych prawach i zakazach. Człowiek świadom owych zakazów ujarzmia sam siebie a sprzyja temu jego cielesność, seksualność. Dokonuje się tu kontrola poprzez omawianą wyżej wiedzę, tworzoną prawdę i umiejętne zastosowanie zakazów.

Powyższy przykład ukazuje jak ciało staje się niewolnikiem duszy, a raczej interesu. Bo, zdaniem Foucault’a, władzy zależy na wykorzystaniu człowieka jako siły roboczej, tworzy więc aparat społeczny zdolny produkować niezbędne ku temu jednostki.

Kolejna egzemplifikacja ujarzmiania ciała na przykładzie Georges Bataille’a Historii erotyzmu. Według autora oswajamy nasze ciało by wyzwolić się od natury, zwierzęcości. Bataille dokonuje analizy historycznej cielesności postrzeganej przez pryzmat pragnień i popędów, demaskując mechanizmy władzy nad człowiekiem, sprawowanej dzięki „dobrowolnemu” zniewoleniu w imię człowieczeństwa.

Georges Bataille uznaje, że człowiek w celu osiągnięcia pełnego człowieczeństwa odwraca się od natury i cielesności. Na swe pierwotne zachowania nakłada system praw i zakazów, które mają na celu trzymać na wodzy wszelkie fizyczne popędy. W ten sposób każda działalność ludzka staje się celowa, pozbawiona elementów nieskrępowanej konsumpcji bez żadnego użytku, która jest właściwa zwierzętom. Fundamentem człowieczeństwa staje się konieczność zakazu. Owe zakazy dzielą człowieka na jego zwierzęcość, (stale poskramianą), która ma budzić w człowieku lęk i myśl, która jest ograniczeniem, ponieważ zostaje narzucona przez moralność. Człowiek nie może wyeliminować całkowicie zwierzęcej cielesności w ustalonych granicach. Konsekwencją tego jest utrata przez niego autonomii i ciągłości swej istoty, których usilnie poszukuje przez przekroczenie tego co było możliwe przedtem. Na przykład człowiek neguje swą seksualność, odrzuca ją by w rozwoju całościowym powrócić do tego co zanegował, co zostaje przywołane jako upragnione.

Przez ciągłe ograniczanie naturalnej ekspresji, ”zwierzęcych potrzeb”, człowiek staje przed problemem nagromadzenia wewnętrznej energii, której nie może w sposób naturalny wykorzystać. W celu jej spożytkowania, poszukuje czynności suwerennych, nieużytecznych, poprzez które mógłby odzyskać ciągłość swej istoty. Wentylem dla tego nadmiaru, zdaniem Bataille’a, staje się erotyzm, gromadzenie luksusowych przedmiotów, rozrywka i wojny. Przez owe zastępniki człowiek dąży do osiągnięcia swej ciągłości – złączenia myśli i cielesności.

Problem dominacji myśli nad ciałem stale powraca w filozofii XX wieku, która próbuje zdobyć dla ciała równouprawnienie, bowiem nasza świadomość, którą uznajemy za jedność z ciałem, najczęściej zagłusza „szepty” somy, które według Hermana Schmitza objawiają się nam w postaci bólu, lęku i wstydu. Przez te uczucia, zdaniem filozofa, dane nam jest doświadczenie cielesnej egzystencji: „związane są one z doświadczeniem absolutnego przypisania do miejsca. Lęk i ból to udaremniony impuls ucieczki, czyli nieuchronne doznanie „tutaj" w chęci ucieczki. Owo doświadczenie absolutnego przypisania do miejsca, takiego miejsca, którego nie da się określić w relacji odległości od innego miejsca, lecz tylko poprzez absolutną pewność „tutaj”, jest dla Schmitza definicyjną cechą doświadczenia cielesnego”.

Tak pojmowane doświadczenie własnego ciała mogłoby tłumaczyć popularność sportów ekstremalnych, jako podświadome poszukiwanie somy i próba z nią kontaktu, poprzez wywołanie niezwykle silnych emocji, wśród których znajdują się również lęk i ból.


Nie czuje się własnego ciała (...), gdy, jak to sformułował Sartre,

wykracza się poza nie w świat albo w dzieło.

Człowiek zajęty jest wtedy swoim działaniem, (...)

a własne ciało znika jakby na zapleczu tej działalności.



Wyobcowanie ciała potęgują wymogi współczesnej kultury narzucające nam określone trendy. Traktujemy swe ciało coraz bardziej instrumentalnie. Najważniejsza jest estetyka zewnętrznej powłoki i sprawność organizmu do jak najpóźniejszego wieku (jest to również związane z odwiecznym pragnieniem nieśmiertelności). Ciało jest nam potrzebne do sprawnego wypełniania naszych ról społecznych, obowiązków zawodowych (jego uszczerbek obniża naszą wartość w oczach pracodawców). Jest to jedna z przyczyn dzisiejszej popularności kultu ciała - zadbana ziemska powłoka gwarantuje większą wydajność pracownika.

Taśma produkcyjna (w czym pomaga jej władza w rozumieniu Foucaulta) zmieniła człowieka w zwykły element maszyny przy której pracuje, dała nam więcej czasu wolnego (na pielęgnację „mechanizmu" i pracoholizm). Cudowna medycyna zagłusza nasze bolączki zajmując się nie tylko ciałem ale i duszą. Zdawałoby się, że instrumentalizacja ciała dokonała się, ale człowiek wbrew tym wszystkim zabiegom ciągle poszukuje swej somy, a wynika to z rozwoju techniki, która rzuca na problem ciała nowe światło. Człowiek sprowadzony do sprawnego elementu w machinie społecznej okazał się skazany na instynkty swego ciała?

Derrick de Kerckhove w książce „Inteligencja otwarta" dostrzega „potrzebę ponownego doświadczenia kontaktu z własnym ciałem (która jest wynikiem wpływu technologii interaktywnych na człowieka) poprzez większy dostęp do wrażeń zmysłowych. Ludzie zaczęli sprawdzać, jak daleko sięgają granice ich własnej fizycznej tożsamości. (...) Ci wszyscy, którzy uprawiają sport ekstremalny chcą się przekonać, że naprawdę mają ciało.” Zdaniem autora takie zabiegi są sposobem na odzyskanie propriocepcji, która jest dla niego doświadczeniem „własnego ciała jako „istniejącego tam”: jako świadomość wewnętrznych zdarzeń. Propriocepcja jest przede wszystkim percepcją zarówno odczuć wewnętrznych, jak i zdarzeń oraz wrażeń pochodzących z bezpośrednio otaczającej nas rzeczywistości albo elektronicznie rozszerzonej przestrzeni”.

„Elektroniczne rozszerzenie przestrzeni”, które jest wynikiem rozwoju techniki rewolucjonizuje naszą świadomość, duszę i podejście do ciała. Nowe technologie poszerzają obszar naszego „bycia”. Należy tu wyodrębnić cyberprzestrzeń jako przestrzeń komunikacyjną systemu powiązań intemetowych i w znaczeniu miejsca współdziałania mediów. „Cyberświat nie ma granic ani końca; jest przestrzenią bez miejsca, przestrzenią, w której różne strefy i płaszczyzny nakładają się na siebie, przenikają, przecinają”. Następnie rzeczywistość wirtualna jako szczególny przypadek cyberprzestrzeni, gdzie próbuje się „odtworzyć wszelkie wymiary przestrzeni rzeczywistej z wykorzystaniem nowoczesnych technologii (...). Rzeczywistość wirtualna miała być alternatywną przestrzenią życia duchowego a także fizycznego” oraz rzeczywistość wirtualna jako symulacja rzeczywistości (czyli: „kontrolowana w czasie realnym animacja komputerowa, audiowizualne techniki pozwalające odbiorcy korzystającemu ze specjalnego wyposażenia (hełm izolujący od bodźców wzrokowych i słuchowych: gogle wyłączające bodźce wzrokowe, rękawica pozwalająca odczuwać i dokonywać zmiany (...) poruszać się wewnątrz zaprojektowanej czasoprzestrzeni”). To tylko niektóre przestrzenie powstałe w wyniku rozwoju nowych mediów. Ich nadmierne nagromadzenie może wywołać terminologiczną „wieżę Babel”.

Nowe technologie wywołują lawiny koncepcji związanych z duchową i cielesną obecnością. Na przykład teleobecność jako bycie w oddalonym miejscu ale bez fizycznej obecności podmiotu. Poniżej zajmę się, niektórymi koncepcjami pomijając na przykład ważną kwestię awatarów lub interfejsu, gdyż kwestie te wymagają odrębnego opracowania jako problem ciała wirtualnego, a w niniejszej pracy rozważam zagadnienia związane z ciałem fizycznym.

Obecnie obserwujemy rozwój społeczeństwa informacyjnego, dla którego informacja i jej sprawny transfer jest sprawą najważniejszą. Ciało człowieka nadal jest niezmiernie ważne w sprawnym funkcjonowaniu w życiu społecznym. Jednakże dla niektórych w cyberprzestrzeni i rzeczywistości wirtualnej interakcję między ludźmi zastępuje komunikacja „bezcielesna”. Nasza „fizyczność” miałaby tracić tutaj znaczenie. Na przykład według Agnieszki Gromkowskiej człowiek w cyberprzestrzeni jest zredukowany do myśli, duchowości, ale ciało w cyberprzestrzeni jest nadal obecne jako „skonstruowana przez umysł reprezentacja”, którą można dowolnie tworzyć i zmieniać. Jakkolwiek stwierdzenie, że człowiek w cyberprzestrzeni jest zredukowany do myśli, wydaje się być polemiczne, wypada zgodzić się z Gromkowską, że „ciało pozostaje jednym z podstawowych układów odniesienia wszelkich interakcji”, a nawet dodać za Katherine Hayles, że; „W rzeczywistości nigdy nie jesteśmy pozbawieni cielesności. Wszyscy, którzy projektują symulacje VR wiedzą, że od cech naszej ‘cielesności’ bardzo wiele zależy - począwszy od ustalenia właściwej konfiguracji interfejsu VR - do dobrania odpowiedniej szybkości ukazywania się tekstu na ekranie. Wchodząc do cyberprzestrzeni nie wyzbywamy się ciała; jest ono bowiem tak samo aktywnie zaangażowane w konstruowanie VR, co w tworzenie realnej rzeczywistości.”

W cyberprzestrzeni nie tylko można stworzyć ciało ‘doskonałe’. Uosabia ona coś więcej - marzenie o nieśmiertelności. Występujące tam oddzielenie umysłu od ciała daje nadzieję na ‘życie po śmierci’ (czy ‘życie po życiu’).”

Idea ciała doskonałego i nieśmiertelnego, towarzyszy człowiekowi niemal od początku jego istnienia. Na drugim biegunie człowiek umieścił pragnienie zwycięstwa „ducha nad ciałem”. Są to marzenia, które powodowały oddalenie ciała od duszy i jego instrumentalizację. Obie te myśli splatają się w transhumanizmie.


Rozrzut informacji, która powoli staje się głównym składnikiem

rzeczywistoś zmusza nas do podporządkowania ciała nowym warunkom.

Zmienia się znaczenie, funkcja ciała.



Powyższy cytat został zaczerpnięty z pracy Andrzeja Gontarza poświęconej społeczeństwu informacyjnemu, inaczej mobilnemu, które z człowiekiem transhumanizmu łączy prymat informacji i idea podporządkowania ciała nowym warunkom.

Głównym celem transhumanizmu jest „wzniesienie się ponad to co nazywa się człowiek”, ponieważ człowiek nie jest końcem ewolucji ale jej początkiem. Za pomocą nowych technologii, poprzez symbiozę z maszynami, transhumaniści projektują transczłowieka - spełnienie marzeń o sztucznej inteligencji.

Transczłowiek „to ktoś, kto czynnie przygotowuje się do stania się postczłowiekiem. Ktoś, kto jest wystarczająco dobrze poinformowany, by dostrzec radykalne możliwości i, zgodnie z tym, czyni plany na przyszłość, wykorzystując każdą, obecnie, dostępną możliwość do samoudoskonalania się.”

Natomiast postczłowiek jest to końcowa faza cybernetyzacji człowieka, która ma się dokonać dzięki rozwojowi nowych technologii, to zespolenie ciała z maszyną, człowiek nieograniczony i nieśmiertelny. Wyróżnikiem jego jest cielesna zależność od maszyn, które same są wytworem jego umysłu.

Transhumanizm zakłada doskonalenie ciała w celu uwolnienia się od biologicznych uwarunkowań. Symbioza z maszynami, protezy, implanty mają udoskonalić ziemską powłokę, uczynić człowieka niezniszczalnym, udoskonalić jego intelektualne możliwości a nawet wyeliminować niepotrzebne uczucia utrudniające normalne funkcjonowanie, takie jak smutek czy depresja. W obrębie tej filozofii powstał nurt zwany ekstropizmem, który zakłada możliwość przelewu umysłu, czyli biologicznego transferu umysłu do komputera.

Filozofia transhumanizmu pogłębia instrumentalizację ciała. Nowa, udoskonalona powłoka miałaby służyć nie duszy, jak to było do tej pory, tylko mózgowi, który okazuje się najcenniejszym darem człowieka. Jednak mózg w założeniach transhumanizmu może równie dobrze egzystować bez ciała w cyberprzestrzeni. Zatem jaka czeka przyszłość nasze ciała? Czyżby sny o androidach miały stać się rzeczywistością?

Obecnie proroctwa transhumanizmu wydają się być zbiorem koncepcji zaczerpniętych z literatury fantastyczno-naukowej, ale prawda jest taka, że świat nieustannie się zmienia, wymagając humanistycznej analizy nowych zjawisk. Na razie wszystko to brzmi jak bajka, ale „przyszłość staje się przez cały czas”, a technika ciągle przyspiesza swą ewolucję. Postęp naukowy dogania spekulacje fantastów, ale czy to znaczy, że mamy pozbyć się naszego ciała na rzecz bezdusznej maszyny?


ŹRÓDŁO:
http://www.anthropos.us.edu.pl/
Ostatnio zmieniony 01 mar 2018, 20:25 przez Chrupek, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek
danut
VIP
VIP
Posty: 287
Rejestracja: 26 sty 2016, 18:12
Podziękował: 302 razy
Podziękowano: 165 razy

Re: Gdzie się podziało moje ciało. O zapomnianej/zagubionej somie

Postautor: danut » 01 mar 2018, 20:16

Ciało nie utrudnia duszy egzystencji, lecz pomaga jej realizować siebie, dusza bez narzędzia nie wykona żadnego zadania, nie spełni się. "Ciało pozostaje jednym z podstawowych układów odniesienia wszelkich interakcji”, a nawet dodać za Katherine Hayles, że; „W rzeczywistości nigdy nie jesteśmy pozbawieni cielesności. " Człowiek zapędza się za daleko, aż tak,że przypomina to diabelskie sprzeiewierzenie się Bogu, co skazało anielskie byty,chcące oddzielic się od wspónoty na wygnanie z Królestwa. Bo oneteż na podobieństwo potrafią tworzyć rzeczywistości jak Bóg. Haha jak tworzą, gdy do ułamka wiedzy o fukcjonowaniu światów musiały dążyć miliony lat. a teraz co? Mając tę wiedzę koniecznie trzeba skonczyć w maszynie? Wiadomo natury kosmosu się nie okiełznie, żadna planeta wieczna nie jest, co zatem tym sie zyska i wjakim ostateczym celu? By przez chwilę poczuć się Bogiem? Czy to nie jest śmiesze?
Awatar użytkownika
Lakshmi
VIP
VIP
Posty: 598
Rejestracja: 13 sty 2016, 19:34
Podziękował: 126 razy
Podziękowano: 287 razy

Re: Gdzie się podziało moje ciało. O zapomnianej/zagubionej somie

Postautor: Lakshmi » 04 kwie 2018, 23:31

dusza bez narzędzia nie wykona żadnego zadania, nie spełni się. " Dodam w tym wymiarze

Wróć do „Filozofia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość