Natura ludzka jako zagubiona owca w nauczaniu Ojców Kościoła

Moderator: Redaktorzy

Awatar użytkownika
Chrupek
Sułtanka
Sułtanka
Posty: 256
Rejestracja: 12 sty 2016, 20:31
Lokalizacja: Zainteresowania: filozofia, teologia, historia myśli politycznej, historia idei etycznych
Podziękował: 23 razy
Podziękowano: 100 razy

Natura ludzka jako zagubiona owca w nauczaniu Ojców Kościoła

Postautor: Chrupek » 01 sie 2018, 23:19

VOX PATRUM 32 (2012) t. 57
Marta PRZYSZYCHOWSKA
(Warszawa, UKSW)


NATURA LUDZKA JAKO ZAGUBIONA OWCA W NAUCZANIU OJCÓW KOŚCIOŁA


Wydawać by się mogło, że przypowieść o zagubionej owcy (Mt 18, 12-14; Łk 15, 4-7) ma przede wszystkim na celu uzmysłowienie nam miłości Boga względem grzeszników i Jego pragnienia, by każdego z nich odzyskać. I taką interpretację Ojcowie Kościoła, oczywiście, znają i wykorzystują. Niemniej
już bardzo wcześnie, bo w II wieku po Chrystusie, pojawiają się zupełnie inne wyjaśnienia obrazu błądzącej i odnalezionej owcy. Owcą jest nie tylko pojedynczy grzesznik, ale cała ludzka natura, która zbłądziła przez grzech, lecz została odnaleziona i odnowiona dzięki wcieleniu Syna Bożego. W Kościele starożytnym przekonanie o wspólnotowym wymiarze życia człowieka było czymś oczywistym, wypływającym zresztą z przekazu biblijnego. Jednak niektórzy Ojcowie rozumieli tę wspólnotę o wiele głębiej – wyobrażali sobie ludzkość jako żywą, organiczną jedność. Taka koncepcja ludzkiej natury wypływa z jednej strony z charakterystycznego dla greckiego sposobu myślenia zainteresowania bardziej naturą niż jednostkami, z drugiej zaś z przesiąknięcia filozofią, widocznego w teologii patrystycznej od samego jej początku. Koncepcja jedności ludzkiej natury została rozwinięta właśnie przez Ojców najbardziej zafascynowanych filozofią: Ireneusza z Lyonu, Metodego z Olimpu, Grzegorza z Nyssy. Oprócz wspomnianych pisarzy będę w tym artykule cytować jeszcze Orygenesa i Ambrożego, którzy stanowią przykład innej interpretacji przypowieści o owcy, jednak i oni mówią przy tej okazji o jedności ludzkiej natury. Każdy z nich rozumie tę jedność nieco inaczej, lecz w interpretacji zagubionej owcy mają punkty wspólne, które pozwalają na zestawienie ich wypowiedzi ze sobą.

1. Owca to ludzka natura. Pierwszym, który w zagubionej owcy dostrzegł zabłąkaną ludzkość, był Ireneusz z Lyonu († ok. 202), gdy pisał:

„Ręka Boga, która stworzyła nas na początku i stwarza w łonie matki, ta sama
ręka w ostatnich czasach wyszukała nas zagubionych, odzyskała i wzięła na
ramiona zagubioną owcę, i z radością przywróciła ją do stada życia.”

Odwołanie do przypowieści o owcy pojawia się u niego wielokrotnie, często jako część argumentacji, mającej przekonać czytelników, że Chrystus zbawia
to samo stworzenie, które stworzył na samym początku – czyli Adama. Ireneusz podejmuje problem zbawienia pierwszego człowieka w związku z twierdzeniami Tacjana, że ludzie, owszem, zbawienia dostępują, ale nie Adam, który sprowadził na świat zło i grzech. Ireneusz odpowiada:

„Łudzą się ci, którzy zaprzeczają zbawieniu Adama i sami siebie wykluczają
z życia, bo nie wierzą, że owca, która zaginęła, została odnaleziona. Jeśli
bowiem nie została odnaleziona, to rodzaj ludzki do dziś trwa w zepsuciu.”

Z jednej strony Ireneusz mówi tu wyraźnie o zbawieniu pierwszego człowieka, z drugiej jednak od razu utożsamia Adama z całym rodzajem ludzkim. Zdaje się, że tajemnica takiego utożsamienia tkwi w pojmowaniu przez Ireneusza ludzkości jako ontycznej, realnej jedności. Bardzo trudno jest ową jedność zdefiniować, ponieważ jest to jedno z założeń antropologicznych, których Ireneusz nigdzie nie wyjaśnia. W opracowaniach przeważa opinia, że jedność ta ma charakter mistyczny. Nikt jednak nie pokusił się o bardziej szczegółowe wyjaśnienie, co taka mistyczna jedność miałaby oznaczać. Więcej uwagi zagadnieniu jedności ludzkiej natury u Ireneusza poświęcił jedynie H. Lassiat, uznając tę jedność za rzeczywistość ontyczną. Twierdzi on, że Bóg stworzył jednego człowieka, człowieka – ludzkość, by w swoim Synu umożliwić człowiekowi dostęp do niezniszczalności. Ten człowiek-ludzkość tworzy żyjącą i organiczną jedność, której pierwszy Adam był zarodkiem, a której głową ma być Chrystus, drugi Adam. Dodaje dalej: „Jedność ludzkości w dwu Adamach istnieje na płaszczyźnie fizycznej i duchowej oraz jest to jedność realna” (l’unité réelle). Takie wyjaśnienie wydaje mi się bardziej przekonujące niż twierdzenia, że Adam jest symbolem ludzkości lub zawierał w sobie wszystkich ludzi. Kolejnym krokiem w rozwoju myśli o jedności ludzkości w Adamie jest nauka Metodego z Olimpu (III w.). Komentatorzy są zgodni, że polemizując z Orygenesem oparł się na przemyśleniach Ireneusza. On także w zagubionej owcy widzi jedną ludzką naturę.

„Słowo więc podniosło człowieka, aby po pokonaniu węża unieważnić wyrok
potępienia wydany na skutek upadku. Wypadało bowiem, żeby zły duch został
pokonany nie przez kogo innego, lecz przez tego właśnie, kogo oszukał,
i chełpił się, że nad nim zapanował. Nie można byłoby inaczej rozbić grzechu
i usunąć potępienia, gdyby ten sam człowiek, któremu powiedziano: «Z ziemi
powstałeś i do ziemi powrócisz», nie wznowił walki i nie unieważnił wyroku,
z jego powodu wydanego na wszystkich; chodzi o to, aby – jak dawniej
«w Adamie wszyscy umarli, tak teraz wszyscy zostali ożywieni w Chrystusie»,
który w Adama się przyodział.”

Jak podkreśla L. Scheffczyk, realizm Ireneusza został tu jeszcze zwielokrotniony: według Metodego Chrystus wcielając się przyjął zreanimowane ciało Adama:

„Adam był nie tylko symbolem i obrazem Chrystusa, ale Chrystus był rzeczywiście
Adamem, ponieważ Słowo wstąpiło w Niego przed wiekami. Wypadało
bowiem, żeby pierworodna, pierwsza i jednorodzona latorośl Boga, Jego
Mądrość, przybrała ciało połączywszy się z pierwszym człowiekiem, który
był pierworodnym między ludźmi.”

A zatem owca, która się gubi i jest odnajdywana, to jedna ludzka natura, co więcej – ludzka natura obecna w Adamie jako pierwszym człowieku i jako
przedstawicielu całej ludzkości. Najbardziej rozwiniętą naukę o realnej jedności ludzkiej natury znajdujemy u Grzegorza z Nyssy († 394). W wielu swoich dziełach, zarówno dogmatycznych, jak i egzegetycznych mówi wprost:

„Jedna owca to jest nasza natura”; „to my, ludzie, jesteśmy ową zagubioną owcą”; „to my, ludzka natura, będziemy tą owcą, którą ocalił dobry
pasterz”; „jedna owca oznacza tu bowiem całą ludzką naturę”.

Na czym polega owa jedność ludzkiej natury? Grzegorz jako jeden z niewielu Ojców zajął się tym zagadnieniem i stwierdził, że:

„natura jest jedna, tworząca sama ze sobą jedność i jest całkowicie niepodzielną
monadą, nierosnącą przez dodanie ani niemalejącą przez ubytek, lecz jest
w niej jedność i jako jedność pozostaje i ukazuje się w wielości, niepodzielna,
trwała, nienaruszalna i nie dzieli się pomiędzy uczestniczących w niej.”

Z takiej definicji natury wynikają niezwykle doniosłe dla historii człowieka konsekwencje: otóż zarówno upadek, jak i odkupienie, obejmą wszystkich,
którzy w tej naturze mają udział.

Inaczej jedność ludzkości jako zabłąkanej owcy rozumiał wcześniej Orygenes († 254). Dla niego ta jedność ma jedynie wymiar mistyczny:

„Wszyscy bowiem jesteśmy jednym ciałem i jedną owcą. Jeden człowiek jest
stopą, drugi głową, inny inną częścią ciała, Pasterz zaś, skoro przybył, zebrał
«kość do kości i ścięgno do ścięgna» (Ez 37, 7-8), a zebrawszy wszystko
w jedną całość zabrał ją do swego kraju. Jedność zaś powstaje na skutek miłości,
prawdy i dobrego postanowienia, własnym więc słowem zjednoczył wszystkich".

Tutaj ludzkość nie jest realną, ontyczną jednością, ale jednością duchową, którą osiągamy dzięki łączności z Chrystusem. Podobnie na Zachodzie rozumie
jedność ludzkości Ambroży († 397):

„Ta owieczka jest jedną nie w ogólnym, ale w szczegółowym znaczeniu, bo
«wszyscy jesteśmy jednym ciałem» (1Kor 10, 17), choć licznymi członkami,
dlatego jest napisane: «Wy jesteście ciałem Chrystusa i członkami jego członków»
(1Kor 12, 27). Przyszedł więc Syn Człowieczy, aby zbawić to, co było
zginęło, albowiem «jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie
wszyscy odzyskują życie» (1Kor 15, 22). Bogaty więc pasterz, którego trzody
my wszyscy jesteśmy setną częścią.”

2. Stado stworzeń rozumnych. Część z naszych Ojców Kościoła przywiązuje wielką wagę do symboliki stada stu owiec. Z cytowanych wyżej pisarzy
temat ten w ogóle nie interesował jedynie Ireneusza. Nie pojawia się też u niego symbolizm liczby 99; ma ona jedynie ukazywać wielkość miłości
Boga, który zostawia aż tyle owiec, by szukać jednej. A. Orbe twierdzi także, że cohors (Adversus haereses V 15, 2), do której powraca owca, to nie aniołowie, ale raczej dom Ojca.

Najwięcej miejsca symbolice setki poświęcił Orygenes. W Homiliach do Księgi Rodzaju podaje on następujące wyjaśnienie:

„«Trzysta», to trzy razy po sto; setka zaś jest liczbą pełną we wszystkim i doskonałą,
bo zawiera w sobie tajemnicę całego rozumnego stworzenia, tak jak
to czytamy w Ewangelii. Powiedziano tam: «Ten, kto ma sto owiec, a zgubi
jedną z nich, pozostawia dziewięćdziesiąt dziewięć w górach i schodzi szukać
tej, która zginęła; a gdy ją znajdzie, przynosi ją na swych ramionach i umieszcza
razem z tymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma, które nie zginęły» (Mt
18, 12-13). Ponieważ zatem obejmująca całe rozumne stworzenie setka nie
trwa sama z siebie, lecz pochodzi od Trójcy, a długość życia, to znaczy łaskę
nieśmiertelności otrzymała od Ojca przez Syna i Ducha Świętego, przeto pomnożono
ją przez trzy, jako taką, która przez łaskę Trójcy rośnie ku doskonałości
i przez poznanie Trójcy przywraca do wartości trzystu to, co na skutek
niewiedzy zniżyło się do setki”.

Jak zauważa A. Orbe, poprzez tę przypowieść Orygenes ukazuje swoje ulubione idee: pierwotną równość stworzeń rozumnych przed ich zhierarchizowaniem w następstwie grzechu. Na początku panowała doskonała równość symbolizowana przez liczbę 100. Podczas gdy aniołowie zostali na wyżynach (w górach), człowiek upadł w materię.

Dla pozostałych Ojców Kościoła stado stu owiec oznacza po prostu wspólnotę stworzeń rozumnych. Nie przywiązują oni wielkiego znaczenia do liczb,
a mówią tylko o harmonii i wspólnocie ludzi z aniołami przed grzechem. Metody z Olimpu tak oto opisuje ów pierwotny stan:

„Pan, który na początku był u Boga i był Bogiem, był i jest naprawdę najwyższym
Wodzem i Pasterzem bytów niebieskich, Jemu są posłuszne i idą za Nim
wszystkie istoty rozumne, On nieprzerwanie pasie i przelicza gromady błogosławionych
aniołów. Stała bowiem i doskonała jest liczba nieśmiertelnych
żywych istot, podzielonych według rodów i gmin, odkąd człowiek zalicza się
do tej gromady. A więc i człowiek został stworzony jako wolny od zagłady, aby czcić Króla i Stwórcę wszechrzeczy, śpiewając dźwięczne pieśni wespół
z rozlegającymi się z niebios głosami aniołów”.

Podobnie Grzegorz z Nyssy uważa, że przed grzechem ludzka natura stanowiła jedność z aniołami:

„I my kiedyś stanowiliśmy pełną liczbę, bo i my zaliczaliśmy się do świętego
grona stu rozumnych owiec”.

Także Ambroży uważa ludzi za część stada aniołów – dlatego właśnie aniołowie
cieszą się z odkupienia ludzkości:
„Bogaty więc pasterz, którego trzody my wszyscy jesteśmy setną częścią.
Ma aniołów, ma archaniołów, panowania, potęgi, trony i innych niezliczone
rzesze, które na górach pozostawił. Ponieważ są rozumne, nie bez podstawy
cieszą się z odkupienia ludzi”

3. Grzech owcy – grzech natury? Najciekawsze i najtrudniejsze zarazem pytanie, jakie można postawić Ojcom, widzącym w owcy ludzką naturę, rozumianą jako ontyczna jedność, to pytanie o grzech, czyli zabłąkanie się owcy. Jeśli bowiem natura ludzka stanowi jedność, to grzech Adama nie tylko wpływa na wszystkich ludzi, ale w jakimś sensie wszyscy powinni mieć w nim udział. I rzeczywiście, już Ireneusz taki wniosek wyprowadza:

„A więc jak przez nieposłuszeństwo dziewicy człowiek upadł, a upadając
umarł, tak przez dziewicę, która była posłuszna Słowu Bożemu, człowiek na
powrót ożył i przyjął życie. Pan bowiem przyszedł szukać zagubionej owcy.
A zagubił się człowiek. I dlatego nie powstało jakieś nowe stworzenie, ale
rodząc się z tej, której ród był od Adama, zachował podobieństwo ukształtowania.
Trzeba było bowiem zjednoczyć i streścić Adama w Chrystusa, aby to,
co śmiertelne, wchłonięte zostało przez nieśmiertelność, a Ewa przez Maryję,
aby dziewica stała się orędowniczką dziewicy i usunęła dziewicze nieposłuszeństwo
przez posłuszeństwo dziewicy. To zaś przekroczenie, które zostało
popełnione przy pomocy drzewa, zostało usunięte przez posłuszeństwo, przez
które posłuszny Bogu Syn Człowieczy, przybity został gwoźdźmi do drzewa,
odrzucając poznanie zła, a wprowadzając poznanie dobra. Złem jest nieposłuszeństwo
Bogu, dobrem zaś posłuszeństwo Bogu”.

Widać wyraźnie, że Ireneusz mówi o upadku Adama w perspektywie chrystologicznej. A. Orbe tłumaczy to tak: zarówno w złu, jak i w dobru, obowiązuje
ta sama solidarność: jeśli obowiązywała w zgubie sprowadzonej przez przestępstwo stworzenia, musi obowiązywać też w triumfie zbawienia stworzenia.
Zdaje się jednak, że Ireneusz wnioskuje raczej z końca o początku: nasze zbawienie w Chrystusie zależy od jedności Chrystusa z nami wszystkimi w Adamie.

Z której by jednak strony nie patrzeć, efekt jest taki sam: dzięki realnej jedności ludzkiej natury cała ludzkość miała udział w grzechu Adama i ma udział
w odkupieniu dokonanym przez Chrystusa. Najlepiej obrazuje to następujący wywód Ireneusza:

"Pan ukazał siebie i Ojca nie tylko przez to, co zostało przepowiedziane,
lecz także przez samą mękę. Niszcząc to nieposłuszeństwo człowieka, które
na początku dokonało się na drzewie, stał się posłusznym aż do śmierci
i to śmierci na krzyżu, uzdrawiając dokonanym na drzewie posłuszeństwem
nieposłuszeństwo, które zostało dokonane na drzewie. Nie przyszedłby zniszczyć
przez to samo nieposłuszeństwa względem naszego Stwórcy, gdyby głosił
innego Ojca. Lecz przez to właśnie, przez co nie usłuchaliśmy Boga i nie
uwierzyliśmy Jego słowu, przez to samo wprowadził posłuszeństwo i uległość
Jego słowu, przez to właśnie jawnie ukazał tego samego Boga, którego
obraziliśmy w pierwszym Adamie (in primo Adam) przez niewypełnienie
Jego przykazania; w drugim zaś Adamie zostaliśmy pojednani, bo staliśmy
się posłuszni aż do śmierci. Staliśmy się dłużnikami nie kogo innego, lecz
tego samego, którego przykazanie przekroczyliśmy na początku”.

L. Scheffczyk słusznie podkreśla, że formuła „w Adamie” jest przez Ireneusza używana nie przypadkiem. Oznacza ona, że w pewnym sensie Adam jest
tu całą ludzkością. W rozumieniu Ireneusza grzech Adama sam w sobie oraz związana z nią utrata szczęścia (zbawienia) musiały objąć całą ludzkość. A zatem osobisty grzech Adama stał się grzechem całej ludzkiej „natury”. Podobne rozumienie skutków grzechu Adama znajdujemy u Metodego z Olimpu. Pierwszy grzech zaszkodził nie tylko Adamowi, ale całemu rodzajowi ludzkiemu. Jak bowiem tłumaczy T. Badurina, według Metodego wszyscy ludzie w jakimś sensie (sensu quodam) żyli w Adamie i uczestniczyli w jego przestępstwie. Dlatego sama ludzka natura została zraniona smutnymi skutkami pierwszego grzechu.

„Apostoł mówiąc: «Wiem bowiem, że we mnie, to znaczy w moim ciele, nie mieszka dobro» (Rz 7, 18), chce wskazać na grzech, który od czasu [pierwszego] występku zamieszkał w nas poprzez namiętności, a z którego jak nowe pędy i gałązki wyrastają myśli nieustannie szukające przyjemności”.

I dla Grzegorza z Nyssy jest oczywiste, że jedność ludzkiej natury sprawia, iż wszyscy ludzie mają udział w grzechu Adama. Najwyraźniej mówi o tym nawołując wiernych do modlitwy o odpuszczenie grzechów:

„W tego rodzaju położeniu jak synowie marnotrawni po długiej, wśród wieprzów
przeżywanej nędzy, kierujemy we łzach swe myśli ku niebieskiemu
Ojcu, wołając do Niego: I odpuść nam nasze winy! Choćby kto był tak wielki
jak Mojżesz, Samuel czy inny znany bohater cnoty, winien uważać tę prośbę za
własną, bo każdy jest człowiekiem i uczestniczy w naturze Adama i jego wygnaniu.
Ponieważ wszyscy – mówi Apostoł – umieramy w Adamie, dlatego też
i dotyczące go słowa żalu odnoszą się również do nas, którzy z nim umarliśmy,
abyśmy i my dostąpili przebaczenia grzechów i zbawili się w łasce Pana”.

Jak widzimy, ludzie nie tylko obciążeni są skutkami pierwszego grzechu, ale wszyscy są za niego odpowiedzialni i obarczeni winą:

„Nasze życie zaczyna się w namiętności, w namiętności wzrastamy i w namiętności
umieramy, zło jakby zmieszało się z naturą przez tych, którzy na
początku ulegli namiętności i przez swoje nieposłuszeństwo nabawili się
choroby. Jak natura żywych istot przechodzi zgodnie z rodzajem każdej na
potomków i zgodnie z prawem natury potomek jest taki sam jak rodzic, tak
samo z człowieka rodzi się człowiek, z poddanego namiętnościom im poddany,
z grzesznika grzesznik. Grzech w jakiś sposób współistnieje z ludźmi,
rodzi się z nimi, rośnie z nimi i kończy się wraz z ich życiem”

Grzegorz, mówiąc o grzechu, jaki dokonał się w raju, nie robi żadnej różnicy między Adamem i jego potomstwem. J. Gross tłumaczy to jego przeświadczeniem, że natura ludzka ma swoją odrębną od jednostek realność (Gattungsrealismus): skutki grzechu dotykają całej ludzkiej natury, a zatem i wszystkich jednostek, którym jest wspólna. Co więcej, J. Gaith nie waha się nazwać wypowiedzi Grzegorza potwierdzeniem nauki o grzechu pierworodnym w najbardziej klasycznym znaczeniu tego terminu. A L. Scheffczyk dodaje, że tam, gdzie dominuje idea uniwersalnej ludzkiej natury, nie potrzeba schematu przekazywania grzechu dla stwierdzenia jego powszechności .

Nie może dziwić fakt, że dla Orygenesa, który uważał wspólnotę ludzkości za jedność duchową, nie ontyczną, upadek owcy oznacza zupełnie co innego.
Interpretację jego nauki utrudnia jego zwyczaj przytaczania kilku hipotez oraz głoszenia innej nauki dla wtajemniczonych, a innej dla prostaczków. Generalnie jednak Orygenes nie uznaje powszechności grzechu Adama, a jedynie powszechność jego skutków, przede wszystkim śmierci – chociaż wynika ona z powszechności zła. Zło natomiast jest skutkiem wolnego wyboru każdego człowieka:

„A więc grzech zaczął królować na tym świecie od jednego Adama i królował
nad tymi, którzy poszli za podobieństwem do grzechu Adama, i dlatego
«grzech jednego przyniósł wyrok potępiający»”.

Ambroży, jako jeden z nielicznych Ojców zachodnich bardzo wyraźnie podkreśla solidarność wszystkich ludzi z Adamem. Niekiedy jego wypowiedzi
przypominają nawet cytowanych wyżej Ojców greckich:

„Był Adam, a w nim byliśmy wszyscy; zginął Adam, a w nim wszyscy zginęli”; „Upadłem w Adamie, z raju zostałem wyrzucony w Adamie, umarły
w Adamie”; „Ostatecznie grzech pochodzi od Adama, od tego wina, od którego i Ewa pochodzi; od tego przewrotność, od którego pochodzi i rodzaj
ludzki”.

Zdaje się jednak, że podobieństwo jest jedynie pozorne. Jak widzieliśmy wyżej, Ambroży rozumie jedność ludzkiej natury inaczej niż Ireneusz, Metody i Grzegorz z Nyssy. Co więcej, sam wyznaje, że grzech Adama zranił naszą naturę, lecz:

„Inną jest nasza nieprawość, a inną pięty naszej, w którą zranił Adama ząb
węża i pozostawił potomstwu prawem karnego dziedziczenia ranę, z powodu
której kulejemy”.

A zatem wykroczenie Adama, niesprawiedliwość pięty, którą zainfekowane dzieci Adama przychodzą na świat, nie jest grzechem jako takim, ale skłonnością do grzechu, czyli innymi słowy – złą namiętnością.

4. Odnalezienie owcy: apokatastaza? Remedium na skażenie natury jest odkupienie. Jak cała natura miała udział w grzechu, tak samo cała ma
udział w zbawczym dziele Chrystusa. Dla Ireneusza owo odnowienie natury przyjmuje postać rekapitulacji. Utarło się definiować rekapitulację, jako
powtórzenie i odnowienie wszystkiego w Chrystusie. Nie jest to jednak definicja precyzyjna. J. Vives skonfrontował taką wizję rekapitulacji z teorią
Ireneusza o stworzeniu człowieka w stanie dziecka: Adam został mianowicie stworzony jako przeznaczony do rozwoju aż do pełnego posiadania Boga, lecz przez grzech utracił tę możliwość. Chrystus przyszedł, by odnowić nie stan pierwszego Adama, lecz jego cel, ku któremu człowiek ma zmierzać dzięki ewolucji/rozwojowi. To bardzo istotne doprecyzowanie wyjaśnia, jak sądzę, dlaczego Ireneusz, mimo założeń, które powinny go prowadzić do teorii apokatastazy, nie dochodzi jednak do przekonania o powszechnym zbawieniu wszystkich ludzi (a tym bardziej szatana). Chociaż odkupienie w dużej mierze dokonuje się w samym akcie Wcielenia, jednak odnowienie ludzkiej natury nie oznacza odnowienia doskonałego obrazu Bożego, lecz umożliwienie dążenia ku temu celowi. Dlatego odnalezienie owcy, choć dotyczy całej ludzkiej natury jako jedności, jest dla Ireneusza dopiero pierwszym krokiem ku zbawieniu poszczególnych ludzi.

Podobną interpretację znajdziemy u Metodego z Olimpu. Uważa on mianowicie, że człowiek nie został stworzony jako doskonały, lecz miał zmierzać
do doskonałości. Grzech przerwał ten proces, lecz wcielenie Słowa na nowo umożliwiło człowiekowi osiągnięcie podobieństwa do Boga:

„Pierwotnie człowiek nie był jeszcze doskonały, dlatego też nie miał sił, żeby
się zbliżyć do doskonałości – do dziewictwa. Stworzony bowiem „na obraz”
Boga musiał uzyskać jeszcze „podobieństwo” do Niego. Słowo, które zostało
zesłane na ziemię, aby sprawę tę urzeczywistnić, przybrało najpierw ludzką
postać, napiętnowaną wieloma grzechami. Chrystus dokonał tego w tym celu,
abyśmy my, dla których przybrał ludzką postać, mogli z kolei przybrać postać
Bożą. Wówczas wszak możemy stanowić dokładne podobieństwo Boga, gdy
ucząc się iść po drodze, którą On objawił, w pełni wymodelujemy w sobie
jak biegli malarze te same, co On, znamiona ludzkiego sposobu życia. W tym
celu On, chociaż był Bogiem, postanowił odziać się w ludzkie ciało, abyśmy
widząc jak gdyby wymodelowany boski obraz, potrafili naśladować Twórcę
tego wizerunku”.

Inną wizję pierwotnego stanu człowieka, a co za tym idzie – również inną wizję jego odnowienia, miał Grzegorz z Nyssy. Wyszedł on mianowicie
z założenia, że na początku historii ludzkości Bóg dokonał nie jednego, lecz dwóch aktów stworzenia. W pierwszym akcie stworzenia powstała ludzka
natura rozumiana jako ontyczna jedność, doskonała i pozbawiona podziału na płcie. Przewidując grzech człowieka, Bóg dokonał drugiego stworzenia,
w wyniku którego powstał pierwszy człowiek naznaczony płciowością. Natomiast wszystkie cechy, które wiążemy z obecną kondycją ludzi, czyli cielesność w znanej nam postaci, są tak naprawdę cechami zwierzęcymi, dodanymi ludzkiej naturze po grzechu jako „ubrania ze skór”. Jak grzech zepchnął człowieka na niższy, obcy ludzkiej naturze, poziom bytu, tak odkupienie przywraca mu utracony obraz Boży:

„Ostatecznym celem drogi jest powrót do początku, czyli upodobnienie się do Boga”.

Dla Grzegorza przełomowym momentem w historii ludzkości jest wcielenie
Syna Bożego:

„I my kiedyś stanowiliśmy pełną liczbę, bo i my zaliczaliśmy się do świętego
grona stu rozumnych owiec, lecz kiedy jedna owca, to jest nasza natura,
zabłądziła z dala od niebiańskiego sposobu życia ściągnięta przez zło w dół
do przykrego i brudnego miejsca, nie wspomina się już o takiej samej liczbie
pozostałych owiec, lecz mówi się, że jest ich dziewięćdziesiąt dziewięć. Marność
jest bowiem poza liczbą rzeczy istniejących i dlatego nie będzie można
policzyć tego, czego nie ma. Przyszedł więc [Zbawiciel], by szukać i ocalić
to, co zginęło, by wziąwszy na ramiona, przywrócić do [wspólnoty] istnień
to, co zginęło przez marność [rzeczy] nieistniejących, aby liczba stworzenia
Bożego była na powrót doskonała dzięki bezpiecznemu przyprowadzeniu
tego, co zginęło, do tego, co nie ginie”.

Z drugiej jednak strony, nie możemy zapominać o wyraźnych wypowiedziach Grzegorza na temat wiecznego piekła i potępienia. Szczególnie w homiliach
dobitnie przedstawia wieczną karę potępionych:

„Każdemu dostaje się odpowiednia zapłata: tym, którzy prowadzili cnotliwe życie przypada radosny pobyt w królestwie niebieskim; nieludzkim zaś
i złym – kara ogniowa i to na wieki”.

Można powiedzieć, że chociaż Grzegorz wyraża pewne wątpliwości co do powrotu poszczególnych ludzi do stanu pierwotnej doskonałości, to zasadniczo,
jak to słusznie zauważa J. Daniélou, „kładzie akcent jedynie na zbawienie ludzkiej natury, rozważanej jako cała ludzkość, a problem indywidualnego
zbawienia pozostawia w cieniu. Widzimy tu dobrze grecki sposób myślenia, który interesuje się raczej naturą niż jednostkami”58. Koncepcja apokatastazy Grzegorza z Nyssy stanowi zatem ukoronowanie idei jedności ludzkiej natury, charakterystycznej dla greckiej myśli filozoficznej, nie tylko chrześcijańskiej.

Apokatastaza w wersji Orygenesa to zupełnie inna koncepcja. Po pierwsze, jest to dla niego tylko hipoteza. Po drugie, chociaż Orygenes przyjmuje
możliwość powrotu wszystkich stworzeń do stanu pierwotnego, powrót ten nie ma związku z ideą jedności ludzkiej natury, lecz oparty jest na założeniu
o skuteczności Boskiej pedagogii. Także Ambroży nie wspomina o powrocie wszystkich do Boga, bo choć pozostawał pod wielkim wpływem myśli
greckiej, był jednak człowiekiem Zachodu, gdzie na pierwszy plan wysuwano kwestie moralne, nie ontologiczne.

Najlepszym podsumowaniem rozważań Ojców Kościoła o zagubionej owcy jako grzeszącej i odkupionej ludzkiej naturze, może być wywód Ireneusza
z Lyonu, w którym porównuje on uzdrowienie niewidomego do stworzenia człowieka:

„Gdy uczniowie Go pytali, dlaczego człowiek ten był ślepy od urodzenia, czy
to była wina jego, czy jego rodziców, odpowiedział: «Nie zgrzeszył ani on,
ani jego rodzice, lecz aby objawiły się w nim dzieła Boże» (J 9, 3). A dzieła
Boże to stworzenie człowieka. Tak bowiem tego dokonał, jak to opisuje Pismo:
«I wziął Bóg błoto z ziemi i stworzył człowieka» (Rdz 2, 7). Dlatego i Pan splunął na ziemię i uczynił błoto, i nałożył je na oczy (J 9, 6), ukazując,
w jaki sposób powstało dawne stworzenie (antiquam plasmationem) i tym,
którzy mogli zrozumieć objawił rękę Boga, którą człowiek został stworzony
z błota. To, co Słowo-twórca pominęło w łonie matki, jawnie dopełniło, aby
objawiły się w nim dzieła Boże i byśmy nie szukali innej ręki, która stworzyła
człowieka ani innego Ojca, wiedząc, że ręka Boga, która stworzyła nas na
początku i stwarza w łonie matki, ta sama ręka w ostatnich czasach wyszukała
nas zagubionych, odzyskała i wzięła na ramiona zagubioną owcę, i z radością
przywróciła ją do stada życia”.
Obrazek

Wróć do „Chrześcijaństwo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość